Polska – Jawor, Lipa, Wrzeszczyn, Pilchowice

07.08.2018

Powitał nas piękny poranek, który zwiastował przyjemny dzień pełen wrażeń, dlatego po śniadaniu pojechaliśmy pozwiedzać. 

Pierwszym miejscem, w które się udaliśmy był Jawor. Jest to miasteczko położone w województwie dolnośląskim, w powiecie jaworskim. Miejscowość ma historyczne centrum z ratuszem i kilka ciekawych, (ale nie zadbanych) zabytków m.in. XIII-wieczny zamek piastowski, basztę i mury obronne, XVII-wieczny Kościół Pokoju oraz liczne kamieniczki. Jak mogliśmy zauważyć miasto ma ogromny potencjał, ale nikt go jeszcze nie wykorzystał. A szkoda…

Zamek był siedzibą księcia Bolka I i jego następców, starostów królewskich i namiestników cesarskich i królów, czyli na zamku bawiła się historyczna śmietanka towarzyska. Rozbudowano zamek tak, aby przypominał wiedeńskie rezydencje barokowe, jednak jego kształt i pierwotny charakter zatarły się wraz z późniejszymi przebudowami. A później było tylko gorzej, ponieważ zamek stał się zakładem pracy przymusowej oraz więzieniem dla kobiet, po czym przestano o niego dbać. Obecnie w budynku mieszczą się swoje siedziby mają różne firmy i urzędy. A sama warownia wygląda jak siedem nieszczęść. 

Kolejną budowlą z ciekawą historią, którą postanowiliśmy zobaczyć są romantyczne ruiny zamku rycerskiego w miejscowości Lipa. Zamek powstał na przełomie XIII i XIV stulecia, jednak co do fundatora to nie ma pewności, kto nim był. Uważa się, że niewielkich rozmiarów zameczek został wzniesiony przez niezbyt zamożnego rycerza, a niektórzy twierdzą, że z zamkiem coś wspólnego miał zakon templariuszy. Jaka była prawda raczej się nie dowiemy. Pewne jest, że kolejno właścicielami były rodziny: von Schrimer, Lauterbach, Schwoynitz, von Zedlitz, aż w XVIII wieku budowla została opuszczona i służyła za tanie i wygodne w eksploatacji źródło materiału budowlanego. Przed całkowitą dewastacją uchronił go kolejny właściciel – hrabia Rudolph von Stillfried-Rattonitz, który odbudował zamek (zgodnie z panującą modą) w stylu neogotyckim. I znów zameczek mógł się cieszyć z użytkowania, aż nastała wojna i czasy późniejsze, kiedy to wykorzystywano budowlę jako magazyn. Ostatecznie w latach ’70 XX wieku pojawił się kupiec, który postanowił uratować zabytek. Ale słomiany zapał i przerastające budżet środki pieniężne potrzebne na remont obiektu, spowodowały zaniechanie temu pomysłowi. I piękne ruinki niszczeją sobie, będąc narażone na aurę, naturę oraz okoliczną ludność, która pobiera z niego budulec. Na szczęście pojawiło się światełko w tunelu, ponieważ powstała grupa miłośników, która stara się zapobiec dewastacji zameczku i zrobić coś, żeby nie zamienił się w stertę zwykłego, bezwartościowego gruzu. 

Cieszymy się, że udało nam się zobaczyć zameczek zanim będzie dla niego za późno. A warto dodać, że budowla jest dosyć niezwykła, ponieważ stanowi jeden z nielicznych obiektów z zachowanym oryginalnym elementem architektury, jaką jest kuchnią zamkowa pochodząca z przełomu XV/XVI wieku. Owa kuchnia usytuowana jest w południowo-wschodniej części warowni i składa się z parteru oraz oddzielonego od niego stropem ostrosłupowego sklepienia, zwężającego się ku górze w komin, dzięki czemu pomieszczenie ma kształt piramidy. Kuchnia uchodzi za najstarszą zachowaną na Śląsku.

Udaliśmy się dalej. Chcieliśmy zobaczyć zaporę i Elektrownię Wrzeszczyn, która powstała na rzece Bóbr w 1926-1927 roku. Jest to Mała Elektrownia Wodna o mocy 4,2 MW. Wraz z budową elektrowni wodnej stworzono Jezioro Wrzeszczyńskie, której powierzchnia wynosi 11 ha, długość sięga 3 km, a szerokość dochodzi do 200 m. Miejsce jest spokojne i ładne, dzięki czemu można nacieszyć oczy pięknymi widokami jakimi obdarza nam Matka Natura.

Jadąc przed siebie ponownie natrafiliśmy na położoną nieopodal Elektrownię Pilchowice Zrobiliśmy kilka ciekawych kadrów, po czym powróciliśmy do bazy noclegowej, czyli do Jeleniej Góry. 

PodsumowującTemperatura wskazywała 34 stopnie, a słoneczko nie szczędziło promieni. Krokomierz wskazywał przebyty dystans 10 km, dzięki czemu udało nam się zobaczyć kilka ciekawych i niepowtarzalnych miejsc i dużo się ruszać. Natomiast dystans przebyty przy pomocy samochodu to jakieś 120 km. 

Dodaj komentarz