Polska – Janowiec, Szydłowiec, Kielce

13.08.2018

Nastał kolejny słoneczny dzień. Zakończyliśmy wizytę w majestatycznym Lublinie, który polecamy odwiedzić, po czym udaliśmy się w dalszą trasę, do Janowca. Znajdują się tam sporych rozmiarów ruiny zamku. Co to za wyprawa bez zwiedzania zamku? W końcu zabawa w eksploratorów dawnych warowni jest najciekawsza. Więc w drogę! 

Janowiec to wioska położona w województwie lubelskim. Co ciekawe, historia wskazuje, że przez 332 lata miejscowość posiadała prawa miejskie, które nieodwracalnie utraciła. Na szczęście pozostał XVI-wieczny zamek, który przyciąga turystów.

Zamek w Janowcu zbudowany się na skarpie wiślanej, dzięki czemu widać go już z daleka. Budowla powstała z inicjatywy rodu Firlejów i wzniesiona została w stylu późnogotycko-renesansowym, jako zamek obronny. Kolejno w następnych trzech wiekach obiekt przechodził z rąk do rąk, posiadając wielu właścicieli, którzy o warownię dbało, w przeciwieństwie do Szwedów, którzy w XVII wieku najechali i ograbili twierdzę. Kolejni właściciele z rodu Lubomirskich odbudowali i powiększyli zamek, ale nie na długo cieszył się on ze zmienionego kształtu, gdyż następni właściciele nie byli w stanie utrzymać warowni. Sprzedali to, co się dało i opuścili zamek, co spowodowało, że popadł on w ruinę. Jednak w XX wieku pojawił się nowy właściciel, który nie dopuścił do rozkradzenia i zdewastowania, tego co z zamczyska pozostało. Natomiast w latach ’90 zamek przejęło Muzeum, które sukcesywnie prowadzi prace remontowe.

Chcąc zwiedzić ruiny warowni należy zapłacić 12 złotych. Jednak cena jest wysoka i nieadekwatna od tego co można zobaczyć wewnątrz. Otóż zamek z zewnątrz jest ogromny i wygląda świetnie. Jednak wewnątrz można zwiedzić: dziedziniec (otoczony barierkami, przez które nie można się przedostać), krużganki (z drzwiami zamkniętymi na siedem spustów, za którymi nie wiadomo co się znajduje) oraz trzy pomieszczenia muzeum, w których natrafiliśmy na wystawę fajansu holenderskiego, czyli różnych zastaw ręcznie malowanych oraz makiety zamku, rzeźby pochodzące z nagrobków dawnych właścicieli oraz dawne komputery. Reszta zamku jest odgrodzona i niedostępna dla zwiedzających.

Obfotografowaliśmy zamek i pojechaliśmy do następnej atrakcji, czyli do Szydłowca, w którym znajduje się zamek na wyspie i ciekawy ratusz. Zamek Szydłowskich i Radziwiłłów to budowla gotycko-renesansowa z elementami baroku wzniesiona w XV wieku, w miejscu dawnego grodu. Zamkiem zarządzały dwa rody Szydłowskich i Radziwiłłów, a następnie przez krótki czas był on w posiadaniu Anny Sapieżyny z Zamoyskich, która sprzedała zamek, czym przyczyniła się do początku jego upadku. Kolejno w zamku mieścił się skład zboża, lazaret (szpital wojskowy) i skład piwa. Natomiast kolejne działania przyczyniły się do zrujnowania twierdzy, która została pozbawiona stolarki, oszklenia, posadzek i podłóg. Dopiero w latach ’50 XX wieku zniszczony zamek poddano gruntownym pracom konserwatorskim. Dzięki czemu w 1975 roku uruchomiono na zamku Muzeum Ludowych Instrumentów Muzycznych, który istnieje do dnia dzisiejszego. W warowni znajduje się także Szydłowskie Centrum Kultury, natomiast wokół rozciąga się park z wiekowymi drzewami.

Ostatnim miejscem, w którym się zatrzymaliśmy były Kielce. W mieście byliśmy przejazdem jakiś czas temu, a teraz postanowiliśmy zobaczyć go jeszcze raz.

Kielce posiadają kilka eleganckich (reprezentacyjnych) budynków i kamienic. Jednak po przemierzeniu miejscowości wzdłuż i wszerz, często bocznymi i mniej uczęszczanymi ulicami, stwierdzamy, że „szału nie ma”, gdyż miasto jest przeciętne i tyle. Raczej nie planujemy ponownie go odwiedzać.

Podsumowując: Dzień był sympatyczny i ciekawy pod względem turystycznym. Patrząc na mury zamku w Janowcu spodziewaliśmy się, że poświęcimy więcej czasu na jego zwiedzenie. Ale warto chociaż raz zobaczyć budowlę, której elewację, jakiś artysta z poczuciem humoru, postanowił pomalować w biało-różowe pasy. Zobaczyliśmy także zamek w Szydłowcu, który jest ładnym i zadbanym budynkiem, pomimo swojej zawiłej historii. A także pospacerowaliśmy po Kielcach. Nasz przebyty pieszy dystans wyniósł 15 km., natomiast samochodem przejechaliśmy jakieś 200 km. Było ciepło i wesoło.

Dodaj komentarz