Żory, Rudy i Gliwice

02.06.2018

Dziewięćdziesiąte urodziny członka rodziny to niespotykane wydarzenie, które należy wyjątkowo uwieńczyć. Impreza urodzinowa się odbyła, ale pojawiło się pytanie: jaki prezent będzie odpowiedni, kiedy solenizant: 1) wszystko ma, 2) niczego nie chce, 3) niczego nie potrzebuje? Uzgodniliśmy, że najlepiej będzie podarować własny czas, towarzystwo i niezapomniane przeżycia. Dlatego postanowiliśmy zabrać dziadka na całodniową wycieczkę-niespodziankę (oczywiście dostosowaną do jego możliwości motorycznych i upodobań). 

Rozentuzjazmowany dziadzio na wieść o wycieczce wykazywał wiele chęci, więc pierwszym miejscem, w które się wybraliśmy było Muzeum Ognia w Żorach, na widok którego spytał: „Co to za dziwny blaszak?”, kolejno z zainteresowaniem przyglądał się metalowej konstrukcji i jej uziemieniu (w końcu taki obiekt musi ściągać pioruny podczas burz), a po wejściu do środka był zainteresowany ekspozycją. Sympatyczna pani po usłyszeniu, że ma do czynienia z sędziwym panem w dodatku kończącym wyjątkowy, okrągły wiek wpuściła dziadzia bez biletu i rozpoczęło się zwiedzanie.

Muzeum Ognia to miejsce pełniące funkcje zarówno edukacyjne, jak i rozrywkowe, w którym można dowiedzieć się wielu ciekawostek na temat ognia. Ekspozycja ukazuje wiedzę na temat energii i ognia od czasów prehistorycznych po dzień dzisiejszy i jest podzielona na 5 działów tematycznych (Okiełznanie żywiołu, Przez antyk i wieki średnie, Pali się, Obszar duchowości, Mędrca szkiełko i oko). A najciekawszy jest fakt, że wystawa została zaprojektowana w sposób, aby zwiedzający mogli samodzielnie poeksperymentować, dzięki czemu wiedza pozostaje w pamięci na długi czas.

Muzeum jest przyjemnym miejscem. Jednak zwiedzanie w towarzystwie krzykliwej wycieczki pełnej dzieci, nie jest najprzyjemniejsze, zwłaszcza kiedy maluchy są puszczone samopas i robią co tylko chcą… Dobrze, że grupa szybko wyszła – zrobiło się dużo spokojniej.

Kolejnym miejscem, w które się wybraliśmy były Rudy. Mieści się tam zespół klasztorno-pałacowy z rozległym parkiem, który już zwiedzaliśmy. Tym razem naszym miejscem docelowym była stacja kolei wąskotorowej, gdzie postanowiliśmy przejechać się kolejką (już dawno mieliśmy to w planach, ale nie było okazji). Stacja kolejkowa jest obiektem historycznym, ponieważ została uruchomiona w 1899 roku i obecnie znajduje się na Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego.

Pociąg odjeżdża o każdej pełnej godzinie, dlatego po zakupieniu biletów kolejka zabrała nas w trasę Rudy-Paproć-Rudy. Przejażdżka nie trwała długo (jakieś 30 minut), ale było rewelacyjnie i ciepło. Po zajęciu miejsc zaczął padać deszcz, ale nie stanowiło to przeszkody, ponieważ wagoniki są zadaszone, więc wciąż mogliśmy podziwiać leśne widoki i oddychać wiosennym powietrzem, pozostając suchymi. Mogliśmy także pooglądać zabytkowe lokomotywy i wagony (niektóre w stanie agonalnym), a dziadzio mógł przywrócić i ożywić wspomnienia.

Ostatnie miejsce w które zabraliśmy dziadzia to Gliwice, a dokładnie Radiostacja Gliwicka. Jest to drewniana wieża nadawcza, powstała z drewna modrzewiowego w 1938 roku, wysoka na 111 m i posiadająca status najwyższej w Europie konstrukcji, zbudowanej w całości z drewna oraz najwyższej drewnianej wieży nadawczej na świecie.

Wieżę widać z odległości kilku kilometrów, ale niestety nie ma możliwości wejść na szczyt, gdyż mieści się na niej wiele nadajników i około 50 anten. Szkoda, gdyż z góry musi być ciekawy widok.

Podsumowując: Wycieczkę z dziadkiem zaliczamy do udanych. Było interesująco i wesoło. Pod koniec podróży rozpadało się na dobre, więc zakończyliśmy wyprawę smacznym obiadem, na który niestety musieliśmy czekać baaardzo dłuuugo. Musimy kiedyś to powtórzyć!

Dodaj komentarz