Chorwacja – Trakošćan, Desinić, Samobor i Zagrzeb

07.08.2017

Nadszedł poranek. Po wieczornej burzy i ulewie słonko zaczęło dogrzewać już od rana. Zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy rzeczy i mięliśmy nadzieję, że uda nam się pojechać dalej. 

Sprzęgło wciąż kaprysiło i raz pojawiało się, raz znikało, aby znienacka znów się pojawić. Jednak mając wcześniej zarezerwowany pokój, postanowiliśmy dojechać do stolicy (zatrzymując się po drodze w kilku miejscach) i spędzić w Zagrzebiu trochę czasu, aby zobaczyć miasto.

Pierwszym miejscem, do którego dotarliśmy był piękny zamek Trakošćan. Pierwotnie zamek wzniesiono w XIII wieku i stanowił on cześć systemu fortyfikacji chroniącego północno-zachodnią granicę oraz szlak handlowy Chorwacji. Pod koniec XIV wieku warownia należała do rodziny Celje. Po śmierci członków rodu wielokrotnie zmieniała właścicieli i dopiero w XVI wieku opuszczoną budowlę przejęła rodzina Drašković. W XIX wieku nadano budowli wygląd neogotyckiej rezydencji i otoczono go malowniczym parkiem ze sztucznie stworzonym jeziorem.

Obecnie zamek jest pięknie odrestaurowany i wewnątrz mieści się muzeum, które można zwiedzać. W okienku spotkaliśmy miłego pana (mówiącego po angielsku), który wpuścił nas za darmo prosząc o nierobienie zdjęć ekspozycji. Cóż, musieliśmy uszanować zakaz, chociaż nie przyszło to zbyt łatwo, gdyż wystawa prezentuje się rewelacyjnie.

Szczerze polecamy wejść do środka, ponieważ w zamku znajduje się duża liczba eksponatów umieszczonych w pokojach tematycznych nawiązujących do różnych stylów historycznych. Natomiast trasa zwiedzania jest wytyczona w taki sposób, aby zobaczyć całą kolekcję i niczego nie przeoczyć. Chociaż byliśmy świadkami pewnej rodziny, która chyba znalazła załamanie czasoprzestrzenne i zaczynając zwiedzanie razem z nami, nagle znalazła się na piętrze, po czym w jakiś sposób wyjęty wprost z filmów science-fiction dostrzegliśmy ich przy wejściu. Nie wiemy jak to możliwe, ale opisywani zwiedzający opuścili większość ekspozycji.

Pokręciliśmy się po okolicy, po czym wybraliśmy się do kolejnego punktu, czyli do zamku Veliki Tabor, położonego w miejscowości Desinić. Zamek znajduje się na malowniczym wzgórzu i prezentuje się rewelacyjnie. Uważa się, że jest to najładniejszy i najlepiej zachowany renesansowy zamek w kontynentalnej Chorwacji. Dlatego musieliśmy to sprawdzić. Na pierwszy rzut oka zamek prezentuje się świetnie, otoczony jest czterema renesansowymi wieżami i zachęca do zwiedzenia. Natomiast po zakupieniu biletów (20 kun od osoby), ujrzeliśmy dziedziniec ozdobiony pięknie prezentującymi się krużgankami.

Już w XII wieku w miejscu warowni stał zamek, jednak nie zachowały się manuskrypty przedstawiające budowlę. Podobnie jest z dokładną datą budowy obecnego zamku, która jest niedokładna, ale szacuje się XV wiek, co wykazały badania archeologiczne. Teraźniejszy wygląd zamek uzyskał podczas wielkiej przebudowy w XVI wieku, przeprowadzonej przez właścicieli rodu Rattkay. Kolejno warownia przechodziła przez ręce wielu właścicieli i popadła w ruinę. W XX wielu funkcjonowała kolejno jako więzienie, sierociniec, szkoła krajoznawcza i magazyn. Natomiast obecnie w zamku znajduje się muzeum, dzięki czemu można zwiedzać odrestaurowaną warownię.

Przemierzyliśmy całą dostępną część warowni i zajrzeliśmy w każdy zakamarek. Jak można zauważyć warownia cały czas jest remontowana i wiele pomieszczeń wciąż jest pustych. Jednak sama budowla prezentuje się zacnie.

Walutą Chorwacji są kuny. Ciekawostką jest pochodzenie nazwy ichniejszych pieniędzy. Otóż, w dawnych czasach średniowiecznych jednym z najcenniejszych zwierząt były kuny, których eleganckie futra były jednostką wartości służącą do rozliczeń w handlu. Handlowanie futrami stało się popularne do tego stopnia, że po jakimś czasie kuna stała się oficjalną walutą. Pomimo faktu, że Chorwacja jest członkiem Unii Europejskiej, kuna istnieje i w przeliczeniu na złotówki 1 kuna to około 60 groszy. Natomiast oprócz kun występuje jeszcze drobniejsza waluta (odpowiednik polskiego grosza), czyli lipa.

Wybraliśmy się do kolejnego miejsca jakim był Samobor. Jest to mała miejscowość z wielkimi romantycznymi ruinami zamku znajdującego się na wzgórzu. Punktem docelowym były właśnie umiejscowione na wzgórzu Tepec ruiny średniowiecznego zamku obronnego, które bardzo chciałam zwiedzić. (W końcu każdy ma jakieś zamiłowania). Programista nie miał nic przeciwko, więc po zaparkowaniu samochodu i znalezieniu tabliczki kierującej wędrowców na zamek (co nie było łatwe) wspięliśmy się na wzgórze. Dobre, że ścieżka do zamku prowadzi przez las, który udzielił nam ożywczego cienia, ponieważ marsz pod stromą górę w pełnym słońcu i w temperaturze 32 stopni raczej nikogo nie zachęca.

Warowna powstała w drugiej połowie XIII w. z inicjatywy czeskiego króla Ottokara II, który toczył wojnę z węgierskim królem Stafanem V. Warownia miała wielu właścicieli (do najbardziej znanych należy rodzina Celje i Frankopanów), którzy przebudowywali i powiększali ją kilkukrotnie, przeobrażając średniowieczny zamek obronny w barokową rezydencję. Niestety ostatni mieszkańcy opuścili budowlę w XVIII wieku, przyczyniając się do jej upadku, ponieważ zamek popadł w ruinę, którą stanowi do dnia dzisiejszego.

Kamienne pozostałości ukazujące zarysy pomieszczeń, mnóstwo zakamarków, kilka kondygnacji i rozległy plac łączący liczne komnaty są namacalnym dowodem wielkości i potęgi zamku w czasach jego świetności. Wieka szkoda, że warownia nie zachowała się do dnia dzisiejszego…

Po zrobieniu pamiątkowych ujęć poszliśmy zwiedzić miasteczko, słynące ze słodkich ciastek podawanych na ciepło tzw. samborska kremšnita. (Takie chorwackie kremówki). Jednak Programista nie miał ochoty na ciasto, (a ja takich rzeczy nie lubię), więc pokręciliśmy się wąskimi uliczkami, zrobiliśmy kilka zdjęć i udaliśmy się dalej.

Po telefonicznej konsultacji z mechanikiem w sprawie coraz bardziej kapryszącego i odmawiającego współpracy sprzęgła oraz zastosowaniu się do jego wskazówek, dotarliśmy do ostatniego miejsca bieżącego dnia, jakim był Zagrzeb. Kolejno zaparkowaliśmy humorzasty samochód, ulokowaliśmy się w wynajętym pokoju, po czym udaliśmy się na wieczorny spacer po, tętniącej życiem, stolicy Chorwacji.

Podsumowując: Przejechaliśmy 220 km. (Sprzęgło jakoś dawało radę). Zwiedziliśmy wszystkie założone cele dnia, czyli dwa zamki: piękny Trakošćan i elegancki Veliki Tabor, wdrapaliśmy się na wzgórze Tepec zdobywając ruiny średniowiecznego zamku obronnego, przemierzyliśmy wzdłuż i wszerz niewielkie miasteczko Samobor i dotarliśmy do Zagrzebia. To był intensywny dzień pełen pozytywnych wrażeń 😀

Dodaj komentarz