Warszawa – Łazienki Królewskie i Centrum Nauki Kopernik

16.06.2017

Drugi dzień pobytu w Warszawie. Dzień zapowiadał się pogodnie i ciepło. Co było bardzo dobrą oznaką, ponieważ mięliśmy w planach przemierzyć dużą część stolicy, odwiedzając przy tym kilka miejsc, a przede wszystkim Centrum Nauki Kopernik, do którego bilety zakupiliśmy przez Internet, z dużym wyprzedzeniem czasu. 

Śniadanko zjedzone, plecak spakowany, bateria w aparacie i gps naładowana, więc można było opuścić miejsce noclegu i ruszyć w miasto. Była jeszcze wczesna godzina, dzięki czemu spotkaliśmy na mieście niewielu spacerowiczów i wreszcie można było z bliska przyjrzeć się Warszawie, bez zbędnych tłumów turystów, osób, które na każdym kroku wyłudzają (tzn. zbierają) pieniążki i sprzedawców wszystkiego, począwszy od waty cukrowej, przez precle, balony, bańki mydlane, obrazy, po spinnery (antystresową zabawkę kręcącą się w kółko, która nie wiadomo dlaczego zdobyła ogromną popularność dzieciaków) i wiele innych rzeczy. Cała ta otoczka konsumpcyjna zdecydowanie jest zbędna.

Minęliśmy kilka ciekawych miejsc m.in. Polską Akademię Nauk, siedzibę kilku banków, plac Trzech Krzyży (powstały na rozdrożu kilku ulic i będący fragmentem Traktu Królewskiego), siedzibę Sejmu i wiele pomników, aż dotarliśmy do Łazienek Królewskich.

Łazienki Królewskie to letnia rezydencja króla Stanisława Augusta. Powstała w XVIII wieku i oprócz budynków, pawilonów oraz licznych rzeźb znajdują się tam cztery ogrody: Królewski (z XVIII wieku), Romantyczny (z XIX wieku), Modernistyczny (z XX wieku) oraz Chiński (z XXI wieku – zainspirowany zamiłowaniem króla do kultury Orientu). Cały teren parku i wszystkie zabudowania, (a jest ich około 40), mieszczą się na 76 ha.

Skąd wzięła się nazwa? Otóż, w XVII wieku w miejscu barokowego pałacu mieściła się łaźnia Lubomirskiego. Król poszukując miejsca na swoją rezydencję postanowił przebudować istniejące już zabudowania na pałac Na Wyspie (pałac Łazienkowski), który można podziwiać do dnia dzisiejszego, i który stanowi oddział Muzeum Narodowego.

Na terenie Łazienek znajduje się: Biały Domek, który z rozkazu króla został zbudowany jako pierwszy (najwcześniejszy) obiekt. Następnie wzniesiono pałac Na Wyspie (XVII wiek), Wielką Oficynę, pałac Myślewicki oraz Amfiteatr. Po śmierci króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, kolejni właściciele kontynuowali prace w parku i powiększono go o kolejne zabudowania: Świątynię Sybilli, Świątynię Egipska, cerkiew, Koszary Kantonistów, Pomarańczarnię i Kordegardę.

Niestety działania wojenne wszystko zniszczą i tak też było w przypadku Łazienek. Pałac podpalono, rośliny egzotyczne przechowywane w Starej i Nowej Pomarańczarni zniszczono, liczne budynki zdewastowano, a niektóre rzeźby znajdujące się na terenie ogrodu uszkodzono. Na szczęście w latach ’50 XX wieku, zaczęto przywracać obiektom dawny wygląd. Ostatnie duże prace remontowe przeprowadzono kilka lat temu, odnawiając pałac i kilka okolicznych obiektów oraz zmieniając nawierzchnię alejek spacerowych.

Obecnie pałac prezentuje się bardzo ładnie. Natomiast na terenie ogrodu można natknąć się na pawie, które pozwalają się karmić z ręki (oczywiście jeśli ktoś ma odpowiadające im ziarno) oraz na wiewiórki, które nie bojąc się ludzi, podchodzą bardzo blisko. 

Idąc dalej dotarliśmy do symbolu stolicy stojącego nad Wisłą, jakim jest pomnik Syrenki Warszawskiej. Po co Syrenie broń? Poszukując odpowiedzi na to pytanie natknęłam się na ciekawą legendę. Opowiada ona o dwóch siostrach syrenach, które przypłynęły z Atlantyku nad Bałtyk. Jedna syrena została w Dani, druga dopłynęła do Gdańska, a następnie Wisłą dotarła do Warszawy. Tam wyszła na ląd, gdzie dostrzegli ją rybacy. Postać miała piękny głos, którym oczarowała mężczyzn, dzięki czemu nic jej nie robili. Wieść o tajemniczej syrenie się rozniosła i któregoś dnia kupiec, chcąc zarobić na sprzedaży syreny, porwał ją i uwięził w szopie, bez dostępu do wody. Na szczęście pojawił się syn rybaka, który podarował Syrence wolność, w zamian otrzymując obietnicę, że w sytuacji zagrożenia bez wyjścia, Syrenka pomoże. Z tego powodu Warszawska Syrenka jest uzbrojona – ma miecz i tarczę dla obrony miasta. Oby nigdy nie musiała się pojawiać i ratować kraju z opresji…

Kolejnym miejscem, do jakiego dotarliśmy był Centrum Nauki Kopernik. Już w holu wejściowym, pierwsze, co rzuciło się w oczy, to gigantyczna kolejka do zamkniętych kas oraz informacja, że w budynku jest zbyt dużo osób, dlatego sprzedaż biletów zostanie wznowiona, jak część z nich opuści ośrodek. Na szczęście byliśmy przygotowani, mięliśmy wejście na określoną godzinę i wystarczyło podejść z zakupionym z wyprzedzeniem biletem, a bramki nas przepuściły. Przypuszczamy, że niektóre osoby z kolejki mogły czekać nawet kilka godzin na wejście, bo w centrum były tłumy.

Centrum Nauki Kopernik działa już od 2010 roku i odwiedziło go już kilka miliona osób, chętnych zgłębić wiedzę. Jest to jednostka badawcza, która pokazuje, że w różny sposób można się uczyć i odkrywać świat niezależnie od wieku. Z całą pewnością nie jest to muzeum, tylko ogromna przestrzeń umożliwiająca obserwacje, doświadczanie i poszukiwanie pytań dotyczących różnych dziedzin nauk. Znajduje się w nim ponad 450 eksponatów poukładanych tematycznie m.in. wystawy z dziedziny fizyki, chemii, matematyki, biologii, architektury, elektryki, muzyki, światła, emocji, itp. a nawet sami zwiedzający stają się obiektami obserwacji. I tutaj muszę wyrazić swoją dezaprobatę do… no właśnie nie wiem czy do własnego organizmu czy poddać w wątpliwość działanie eksponatu, ponieważ okazało się, że nie działam. Otóż, jedno z urządzeń odzwierciedlał tętno, w takt którego bije nasze serce. Jak ktoś chwycił specjalny uchwyt – bębenek wystukiwał puls, jak ja chwyciłam – bębenek milczał. Po kilkukrotnych próbach, urządzenie wciąż nie wykrywało mojego tętna, (ale dotyk Programisty działał) i co ciekawe, urządzenie dostrzegło mój puls, jedynie jak się śmiałam, natomiast jak stałam nieruchomo otaczała mnie cisza. Ciekawe, kto jest zepsuty? 😀

Eksponatów jest naprawdę dużo i nie ma czasu na fotografowanie. Należy chodzić między nimi wytyczając własną ścieżkę i testować, układać, udzielać odpowiedzi i bawić się. Skorzystaliśmy z mnóstwa urządzeń, ale z powodu tłumu współbadaczy nie udało się przetestować wszystkiego. Jednak w centrum (bez warsztatów i laboratoriów) spędziliśmy ponad 3 godziny i jest to dobrze wykorzystany czas. Było rewelacyjnie i szczerze polecamy odwiedzenie naukowego centrum!

Podsumowując: Podczas mijającego dnia spacerkiem przemierzyliśmy jakieś 20 km. Zobaczyliśmy eleganckie Łazienki Królewskie i otaczającą je zieleń, pomnik Syrenki Warszawskiej, Centrum Nauki Kopernik, gdzie mogliśmy dotknąć i poczuć naukę oraz bardzo zróżnicowane zabudowania. To był bardzo dobry dzień!

Dodaj komentarz