Poznań

03.05.2017

Nastał długi weekend majowy, dlatego postanowiliśmy wybrać się na północ Polski. Za pierwsze miasto przystankowe podróży wybraliśmy Poznań, (do którego dotarliśmy wieczorem, aby następnego dnia móc zobaczyć go w pełnej krasie). 

Poznań to miasto położone w środkowo-zachodniej części Polski, stanowiące stolicę województwa wielkopolskiego. Miasto położone jest nad rzeką Wartą i posiada kilka jezior oraz mniejszych zbiorników wodnych (naturalnych i sztucznych). Dzięki temu miejscowość jest atrakcyjna pod względem przyrodniczym i ma wiele zielonych terenów rekreacyjnych.

Miasto powiatowe powstało w X wieku, natomiast w 1253 roku otrzymało prawa miejskie. Jest to jedno z większych polskich miast, ponieważ w rankingu plasuje się na piątym miejscu pod względem liczby ludności (541,6 tys. mieszkańców), natomiast pod względem powierzchni zajmuje miejsce ósme (262 km²). Jako stolica województwa Poznań posiada dobrą komunikację miejską, kolejową i lotniczą oraz stanowi ośrodek handlu, przemysłu, nauki, kultury i logistyki. Dawniej (w X i XI wieku) Poznań stanowił ważne historyczne miejsce – stołeczny i religijny ośrodek, który pełnił funkcję siedziby władców oraz posiadał prawo do czynnego uczestnictwa w akcie wyboru króla.

Miasto jest atrakcyjne i przyjazne dla turysty, ponieważ nie ma osoby, która nie słyszałaby o najsłynniejszym symbolu Poznania, czyli o koziołkach. Z Tymi uroczymi zwierzątkami wiąże się ciekawa historia, tłumacząca jak to się stało, że pojawiły się na wieży ratusza. Otóż, po wielkim pożarze miasta, który miał miejsce w XVI wieku, postanowiono odbudować ratusz i wieżę zegarową. Podczas remontu zamówiono u mistrza ślusarskiego Bartłomieja Wolfa zegar, posiadający trzy pełne tarcze, jedną pół tarczę oraz „urządzenie błazeńskie, mianowicie koziołki”. Legenda mówi, że z tej okazji wyprawiono huczną uroczystość, na którą miało przybyć wiele znakomitości. Pracy było wiele, dlatego jako pomoc kucharza zatrudniono młodego chłopaka, który koniecznie chciał zobaczyć mechanizm zegara. Kuchcik porzucił swoje stanowisko – pieczenie mięsa, które wpadło do ognia, co spowodowało jego zwęglenie. Przestraszony chłopak pobiegł na łąkę, skąd zabrał dwa pasące się koziołki. Jednak zwierzątka uciekły mu na gzyms ratuszowej wieży, gdzie spłoszone, zaczęły trykać się rogami. Obraz ten rozbawił wojewodę, burmistrza i wszystkich gości, do tego stopnia, że darowali chłopakowi jego winę, a zegarmistrzowi polecili wykonanie specjalnego mechanizmu, który uruchamiałby każdego dnia zegarowe koziołki. Od tego czasu codziennie w samo południe, kiedy trębacz gra hejnał, na wieży pojawiają się dwa koziołki.

Nie udało nam się zobaczyć trykacjących się koziołków, ani posłuchać hejnału, ponieważ w południe byliśmy już po drugiej stronie miasta, ale znaleźliśmy pomnik koziołków i mural z koziołkami na hotelu.

Jako miłośnicy zamków i warowni pierwsze kroki skierowaliśmy w stronę zamków i centrum miasta. Ciekawy jest fakt, że Poznań posiada dwa zamki, a mianowicie: Zamek Cesarski „Nowy Zamek” i Zamek Królewski (najstarsza zachowana rezydencja królewska w Polsce).

Zamek Cesarki jest historycznie nowym obiektem (jest to jeden z najmłodszych zamków w Europie), ponieważ powstał na początku XX wieku, na życzenie cesarza Wilhelma II Hohenzollerna. Zamek wzniesiony został w stylu neoromańskim i jest ogromny – posiada 585 pomieszczeń i 75-metrową wieżę. Jednak był już przebudowany i renomowany (ukończenie prac nastąpiło w 2012 roku). W zamku mieści się Centrum Kultury „Zamek” oraz wiele instytucji. Odbywają się w nim festiwale, koncerty, wystawy, spektakle teatralne i projekcje filmowe.

Natomiast Zamek Królewski ma dłuższą i bardziej skomplikowaną historię. Budowla powstawała między XIII a XIV wiekiem – jej budowlę rozpoczął król Przemysł II, a ukończył Kazimierz III Wielki. Warownia pamięta wiele wydarzeń historycznych i gościła sporo osobistości. Była wielokrotnie rozbudowywana, przeobrażana, niszczona, odbudowywana, popadła w ruinę i ponownie dawano jej szansę zaistnieć. Ostatnia odbudowa zakończyła się już w XXI wieku. Obiekt można zwiedzać. Jednak było święto i wszystkie instytucje muzealne były pozamykane, dlatego niezrażeni tym faktem wybraliśmy się dalej, w stronę Starego Miasta, Ostrowa Tumskiego, Poznańskiej Malty i ZOO.

Spacerując przyjrzeliśmy się XIV-wiecznemu Ratuszowi, XVIII-wiecznemu odwachowi (siedzibie straży miejskiej) i XVI-wiecznej wadze miejskie. Minęliśmy urząd miasta, teatry, operę, liczne domy i kamienice, kilka kościołów, parków i mostów. Aż dotarliśmy do Ostrowa Tumskiego. Jest to jedyna pozostała poznańska wyspa na Warcie. Na wyspie w XVI wieku powstało miasteczko duchowe, zarządzane przez biskupa poznańskiego, gdzie wzniesiono Bazylikę Archikatedralną, Kościół, Pałac Biskupi, Psałterię (domek dla osób śpiewających psalmy i msze), Akademię Lubrańskiego (katolicka i pierwsza wyższa uczelnia w Poznaniu), dwa Seminaria Duchowe i Rezerwat Archeologiczny.

Kolejno przemierzyliśmy wyspę i udaliśmy się w stronę Malty. Jezioro Maltańskie to sztuczny zbiornik na brzegu Warty, wzdłuż którego rozpościera się ścieżka rekreacyjna, natomiast wokół znajdują się obiekty sportowe, takie jak: Kopiec Wolności z całorocznym stokiem narciarskim „Malta Ski”, termy, sztuczne lodowisko, Kolejka Parkowa „Maltanka”, która pokonuje dystans 3850 metrów oraz Nowe ZOO. Natomiast na jeziorku istnieje Tor Regatowy, na którym odbywają się liczne zawody wioślarskie i kajakarskie.

Bardzo przyjemnie spaceruje się wokół akwenu wodnego, mijając rowerzystów, rolkarzy i licznych spacerowiczów grzejących się w wiosennych promieniach słońca oraz obserwując budzącą się do życia przyrodę. Dlatego niespiesznym krokiem pokonując kolejne kilometry dotarliśmy do Poznańskiego ZOO.

W Poznaniu funkcjonuje dwa Ogrody Zoologiczne: Stare ZOO i Nowe ZOO stanowiące integralną całość. Stare ZOO powstało w 1874 roku, a Nowe ZOO dokładnie 100 lat później. Skierowaliśmy kroki do Nowego ZOO, do którego bilet wstępu kosztuje 20 złotych (od osoby dorosłej).

Dobrze się złożyło, ponieważ Ogród Zoologiczny jest czynny przez cały rok łącznie z weekendami i świętami, dlatego mogliśmy wejść i przyjrzeć się zwierzątkom pomimo trwającego święta państwowego. A trzeba przyznać, że ZOO jest duże (ma powierzchnię 120 ha) i mieści wiele egzotycznych zwierząt, z którymi nie spotykamy się na co dzień. Na szczęście pogoda dopisała, ponieważ nie było ani zimno, ani gorąco i zwierzęta chętnie wychodziły z klatek, żeby przyjrzeć się turystom. Załapaliśmy się na akcję „Majówka z ZOO”, podczas której mogliśmy przyjrzeć się karmieniu tapirów i posłuchać opiekuna opowiadającego o tych zwierzakach. (Dowiedzieliśmy się, że tapir jest bardziej spokrewniony z koniem, niż ze świnią, czego byśmy się nie spodziewali, patrząc na te ciężkie stworzenia). Kolejno załapaliśmy się na spacer z przewodnikiem wzdłuż azyli niedźwiedzi i wilków. (Co ciekawe, wilczą ostoję zamieszkują 4 wilki i dzięki temu władze ZOO starają się stworzyć watahę. Jednak coś nam mówi, że przed ogrodem jeszcze długa droga do zwiększenia populacji tych drapieżników). A następnie obeszliśmy ogród wzdłuż i wszerz, zaglądając do każdego pawilonu i wybiegu.

Informacja: Niedźwiedzi w ogrodzie jest 5, w tym „miś Baloo” odebrany cyrkowi, za znęcanie się nad nim. (Żaden cyrk nie powinien posiadać w swoim repertuarze tresury zwierząt, bo jest to krzywdzenie żywych istot. Nie uwierzę, że można nauczyć dzikie zwierzę, posiadające pierwotne instynkty, posłuszeństwa i poddania człowiekowi bez krzywdzenia go i zadawania mu bólu. To zderzenie dwóch odmiennych światów (człowiek-zwierze), a zwierzęta powinny być wolne i niezależne od człowieka. Jak widzę zwierzęta cyrkowe, zachowujące się jak trybiki w zegarku to przeszywają mnie dreszcze – ile ta biedna istota musiała wycierpieć, dla radości i rozrywki niekoniecznie świadomych widzów. Dlatego nie chodzimy do cyrku).

Dobrze, że w ogrodzie zoologicznym gryzonie są zamknięte za szklanymi witrynami. Jednej myszy bardzo nie spodobało się, że na nią patrzymy, do tego stopnia, że postanowiła rzucić mi się na twarz i odgryźć nos. Wspinała się po gałązkach i skakała w naszą stronę, po czym daną czynność powtórzyła chyba ze dwadzieścia razy. Postanowiliśmy odejść w spokoju, żeby nie zrobiła sobie krzywdy… Bo jeszcze mięlibyśmy nadpobudliwą myszkę na sumieniu 😛

Po zobaczeniu wszystkich wybiegów udaliśmy się w drogę powrotną, a czekało nas jeszcze sporo kilometrów do przejścia. Po drodze zatrzymaliśmy się na obiad, a następnie spokojnym tempem doczłapaliśmy do hotelu.

Podsumowując: Zwiedzenie Poznania zajęło nam cały dzień, podczas którego spacerkiem przebyliśmy trasę 23 km. Udało nam się spenetrować miasto i zobaczyć wszystkie najciekawsze miejsca oraz przekonać się, że stolica wielkopolski jest ładnym miastem, posiadającym liczne zielone tereny. To był intensywny i bardzo przyjemny dzień.

Dodaj komentarz