Golub-Dobrzyń

08.06.2017

Poranek. Ostatni dzień majówki. Pogoda ewidentnie była przeciwna naszemu wyjazdowi, ponieważ zrobiło się chłodno i pochmurno. Wyglądało jakby zaraz miała przejść jakaś nawałnica, więc zapakowaliśmy bagaże do samochodu i ruszyliśmy w drogę powrotną. 

Przystankiem w podróży był Golub-Dobrzyń, a dokładnie zamek krzyżacki znajdujący się w tej miejscowości. Golub-Dobrzyń to miejscowość znajdująca się w województwie kujawsko-pomorskim i powstała z połączenia dwóch odrębnych miejscowości, przedzielonych rzeką Drwęcą. Złączenie miast przeprowadzono w 1951 roku, czyli nie tak dawno temu.

Zamek Golubski wznoszony był na przełomie XIII i XIV wieku z inicjatywy komtura Konrada von Sacka. Warownie wzniesiono w gotyckim stylu architektonicznym. Budowla miała wielu właścicieli i przechodziła wiele zmian, z których najważniejsza przebudowa miała miejsce w XVII wieku z polecenia polsko-szwedzkiej królewny Anny Wazówny (siostry króla Zygmunta III Wazy). Królewna objęła starostwo golubskie i wprowadziła wiele zmian, zlecając przebudowę warowni na styl renesansowy i przeobrażając ją w pałac. Za jej czasów zamek przeżywał najwspanialszy okres rozwoju, ponieważ stanowił znany ośrodek kulturalny i umysłowy w Europie. Po tym czasie zamek zaczął niszczeć – został uszkodzony podczas wojen szwedzkich, wojen napoleońskich, a kolejno został naruszony przez siły natury oraz przez zabór pruski. Dopiero w latach ’40 XX wieku rozpoczęto prace zabezpieczające i restauracyjne, które trwają po dzień dzisiejszy i otwierają nowy rozdział w historii warowni.

Zamek krzyżacki został ponownie rozsławiony, już w czasach obecnych, dzięki obywających się tam corocznym turniejom rycerskim, które aranżowane są już od 1976 roku. Natomiast w zamku mieści się muzeum, hotel i restauracja.

Ciekawostką są końskie schody. Z dziedzińca zamkowego do komnat wchodzi się szerokimi schodami, które za czasów Krzyżaków służyły do wjazdu rycerzom na koniu w pełnym rynsztunku. Ciężar zbroi był tak duży, że nie mogli w łatwy sposób zsiąść z konia, dlatego budowano w zamkach bardzo szerokie w mało strome schody oraz specjalne konstrukcje z łańcuchami zwisającymi z sufitu, które umożliwiały zejście z konia. Legenda mówi, że jeśli podczas wchodzenia po schodach, ktoś obejrzy się za siebie, to osoba ta w ciągu roku zarży jak koń w najmniej odpowiednim momencie. Są co najmniej dwa przypadki potwierdzenia tej legendy: jeden to profesor, który ośmieszył się podczas ważnego wykładu, a drugi to pan młody, który zarżał podczas własnej ceremonii zaślubin. Dlatego lepiej nie oglądać się wstecz, bo kto wie, kiedy legenda się spełni…

Zamek był połączeniem twierdzy i klasztoru i prezentuje się dostojnie. Po opłaceniu biletów pani przewodnik zaprowadziła nas do komnaty, w której wyświetliła nam krótki film dokumentalny o zamku, a następnie oprowadziła nas po komnatach. Niestety większość pomieszczeń nie posiada w 100% autentycznego wyglądu, ponieważ komnaty są pomniejszone albo posiadają nieoryginalne stropy. Cóż… renowacja i odbudowa nie są ani tanie ani łatwe i aby tego dokonać trzeba mieć mnóstwo czasu i pieniążków.

Obeszliśmy wszystkie zakamarki: dziedziniec, piwnice, loch głodowy, celę pokutniczą (po wejściu, do której można anulować wszystkie swoje grzechy – wchodziliśmy, ale nie poczuliśmy żadnej różnicy), dormitorium (sypialnie krzyżaków), reflektarz (jadalnie braci zakonnych), infirmerię (salę szpitalną), kapitularz (miejsce spotkań i obrad braci) oraz kaplicę. Przyjrzeliśmy się także dziełom sztuki oraz eksponatom muzealnym, po czym podziękowaliśmy za oprowadzenie. Zaczęło padać, więc był to sygnał, że pora kończyć wycieczkę i wracać do domu.

Podsumowując: Nasz długi weekend majowy trwał sześć dni. Udało nam się przemierzyć sporą część północnej Polski, zobaczyć zamki, Morze Bałtyckie, poznać Gdańsk, zjeść rybkę znad morza (tam ryby smakują całkiem inaczej) i spędzić czynnie czas w swoim towarzystwie. To był wspaniały wypoczynek 😀

Dodaj komentarz