Gdańsk (ponownie)

07.06.2017

Dzień zapowiadał się ładnie i dosyć leniwie. Spokojnym krokiem zeszliśmy na śniadanie i nie mając w planach żadnych dodatkowych celów do zwiedzenia, postanowiliśmy poświęcić dzień na poznanie Gdańska. 

Zrobiło się dosyć wietrznie, słońce schowało się za chmury, (ale na szczęście się nie rozpadało), więc w pierwszej części dnia wybraliśmy się na zakupy, a dokładniej zobaczyć centrum handlowe. Tylko które wybrać? Pytając wujka Google dowiedzieliśmy się, że istnieje, aż 11 dużych skupisk sklepowych. Nasz wybór padł na dwie galerie położone niedaleko siebie, gdzie udało nam się zakupić wygodne buty sportowe. Natomiast jak już chodzenie po sklepach nam się znudziło, (co nie trwało długo, ponieważ nie należymy do grona osób, które wydeptują ścieżki między sklepami i muszą do każdego wejść, wszystkiego dotknąć i przymierzyć), poszliśmy w stronę wybrzeża.

Wczorajsze morze było spokojne jak wagon medytujących mnichów, natomiast dzisiaj… wzburzone i szalejące ukazywało swoją potęgę. Słońce zdecydowało się nam towarzyszyć i zrobiło się dosyć ciepło, ale niesamowicie wiało. Dlatego idąc plażą ubrani w czapkę i dwa kaptury wyglądaliśmy jak kosmonauci lądujący na nowej planecie. Ale cokolwiek by się nie działo i tak było pięknie.

Plan był prosty: Zobaczyć jak najwięcej, nawdychać się cennego jodu, wejść do morza, zjeść rybę, odpocząć i spędzić czas tak, jak lubimy najbardziej. Możemy przyznać, że udało nam się zrealizować go w całości.

Podsumowując: Dzień spędziliśmy na spacerowaniu po Gdańsku. Przeszliśmy dużą część miasta, spory kawałek plaży i łącznie wyszło nam jakieś 20 km. To był nasz pożegnalny dzień z Gdańskiem, z wybrzeżem, szumem fal i zapachem morskiej soli, ponieważ urlop dobiegał końca i trzeba było myśleć o powrocie.

Dodaj komentarz