Stoszowice, Owiesno, Zagórze Śląskie, Wałbrzych

02.11.2016

Nastał listopadowy poranek. Słońce nieśmiało wyglądało zza chmur, a przez okno można było zaobserwować ludzi ubranych jak cieplutkie ziemniaczki. Dlatego także wybraliśmy grubsze ubrania, zaopatrzyliśmy się w dobry humor i udaliśmy się na śniadanie. Tylko w pozytywny sposób i z uśmiechem na twarzy można zacząć dzień pełen wrażeń i nieznanych miejsc. 

Pierwszym miejscem, w jakie się wybraliśmy były Stoszowice. Znajduje się tam pałac powstały w XV wieku, a w kolejnych wiekach przebudowywany i rozbudowywany, dzięki czemu uzyskał renesansowy wygląd. Niewiele wiadomo o budowli, ponieważ nikt dokładnie nie zbadał jej historii. Ze źródeł można wyczytać tylko tyle, że budowla była siedzibą starostów i wójtów oraz należała do rodu Stoszów i Strachwitzów. Obecnie należy do prywatnego właściciela i nie jest udostępniona do zwiedzania.

Pałacykowi przydałby się konkretny remont, ponieważ ostatnie przebudowy miały miejsce w latach ’60 XX wieku, a pomimo ładnie zachowanych murów, odpada tynk.

Nie udało nam się wejść na teren pałacu, ponieważ na płocie widnieje tabliczka informująca, że jest to teren prywatny i prosi się nie wchodzić. Dlatego pojechaliśmy dalej. Docierając do ruin zamku obronnego w Owieśnie, który był niezwykły pod względem architektonicznym, ponieważ wzniesiono go na planie koła.

Zamek Owiesno zbudowano w XIV wieku, na terenie opuszczonego grodu obronnego, z inicjatywy starosty księstwa świdnicko-jaworskiego Siegemunda von Pogrellana. Kolejno budowla przechodziła przez ręce innych szlacheckich rodzin, aż do czasów II wojny światowej. Następnie w zamku stacjonowała armia radziecka, istniała filia NKWD oraz kółko rolnicze. Ciekawostką jest, że zamek przetrwał wojnę w dobrym stanie, a zaczął podupadać w latach ’60 XX wieku. Do całkowitej dewastacji doszło w latach ’80, kiedy to zamek nie posiadając właścicielom został zwyczajnie rozgrabiony przez okoliczną ludność. Obecnie właścicielem zamku jest Fundacji „Zamek Chudów”. Jednak pomimo przeprowadzonych prac, budowla jest w złym stanie i stanowi ruinę, która niebawem się rozpadnie, gdyż kondycja zamku jest bardzo słaba. (Świadczy o tym spięcie murów zamku linami, aby się nie osunęły oraz tabliczka informująca o zakazie wstępu). Wielka szkoda, bo zamek dawniej musiał być piękny.

Z zamkiem wiąże się ciekawa legenda, która opowiada o uratowaniu oblężonej ludności przez psa, a mianowicie:

W 1241 roku w Owieśnie zatrzymali się Tatarzy, którzy wracali z bitwy pod Legnicą. Mieszkańcy schronili się w warowni, a najeźdźcy oblegali ją przez dwa tygodnie. Załoga zamku broniła się, ale zaczęło brakować wody i jedzenia. Ostatni kawałek mięsa zachowano dla rannego towarzysza, ale ukradł go pies, który ze zdobyczą wybiegł z zamku. Widząc to, najeźdźcy stracili nadzieję na zdobycie warowni głodem, ponieważ uznali, że żywności musi być pod dostatkiem skoro psy karmione są tak dobrze. Najeźdźcy zrezygnowani opuścili Owiesno, a mieszkańcy na pamiątkę postawili figurę psa. Ciekawostką jest, że w 1996 roku we wsi odnaleziono kamienną głowę psa, pochodzącą z dużego pomnika, co może oznaczać, że  w każdej legendzie jest ziarnko prawdy.

Pokręciliśmy się po okolicy w towarzystwie psów i pojechaliśmy dalej, udając się do Zagórza Śląskiego, gdzie mięliśmy dwa cele: zaporę wodną i zamek Grodno.

Zapora wodna w Zagórzu Śląskim, bywa mylona z zaporą w Lubachowie. I pomimo tego, że leży bardzo blisko Lubachowa, administracyjnie należy do Zagórza Śląskiego. Kamienna zapora powstała na rzece Bystrzyca i tworzy jezioro Lubachowskie, które jest wykorzystywane do zaopatrywania w wodę zakładów przemysłowych oraz do ochrony przeciwpowodziowej. Zapora powstała w 1917 roku i jej wymiary to: 230 metrów długości, 29 metrów szerokości i 44 metry wysokości. Natomiast poniżej tamy (w odległości 1 km) w Bystrzycy Górnej znajduje się Hydroelektrownia, wytwarzająca prąd o mocy 1,2 MW.

Przeszliśmy się po zaporze, napawając oczy pięknym widokiem jesiennych drzew mieniących się wieloma kolorami. Było uroczo i nawet słońce nieśmiało wyglądało zza chmur oświetlając przyrodę.

Następnym miejscem w Zagórzu Śląskim, które postanowiliśmy dokładnie zwiedzić, był zamek Grodno. Warownia położona kilka kilometrów od zapory, na szczycie góry Choina (45 m.n.p.m.) i zachowana jest w bardzo dobrym stanie.

Zamczysko powstało w XIII wieku z inicjatywy księcia świdnicko-jaworskiego Bolka I. Nie jest znana dokładna data powstania zamku, ponieważ niektóre źródła uważają, że już w XII wieku istniała twierdza wzniesiona przez Bolesława I Wysokiego, a pierwsza pisana wzmianka o zamku pochodzi z XIV wieku. Jednak jak było na prawdę tego nikt nie wie. Pewne jest, że warownia pełniła funkcję obronną i została wzniesiona w stylu gotyckim, jednak przechodząc przez ręce wielu właścicieli, była wielokrotnie rozbudowywana i przebudowywana, zgodnie z panującą modą, przez co uzyskała wygląd renesansowy.

Niestety od XVII wieku następował powolny upadek zamczyska, ponieważ podczas pożaru spłonęła wieża, a podczas wojny trzydziestoletniej Szwedzi ją częściowo zniszczyli. Kolejno zamek został opuszczony. W 1789 roku zawaliła się ściana południowa oraz zachodnie skrzydło mieszkalne, a w XIX wieku zamek przejęli okoliczni mieszkańcy, którzy zaczęli go rozbierać. Zamek ucierpiał także podczas wojny i dopiero od II połowy XX wieku zaczęto rekonstruować i przeprowadzać prace konserwatorskie oraz otwarto Regionalne Muzeum PTTK Zamek „Grodno”.

Obecnie w warowni mieści się muzeum, w którym można zobaczyć kilka sal: salę myśliwską, książęcą, rycerską oraz salę tortur. Można także wejść na wieżę, skąd rozciąga się piękny widok na okolicę i jezioro zaporowe.

Zamek posiada kilka legend. Jedna jest radosna, ponieważ opowiada o bohaterskim psie, który przez kilka godzin trzymał w pysku cugle spłoszonego konia, dzięki czemu uratował życie chłopcu z rodziny von Eben, który wisiał nieprzytomny nad przepaścią. A druga jest smutną legendą o nieszczęśliwej księżniczce Małgorzacie, której żywot zakończył się tragicznie, a mianowicie:

Dawno temu w zamku Grodno mieszkał król z piękną córką Małgorzatą. Życzeniem ojca było, żeby dziewczyna wyszła za mąż, za równego sobie statusem i bogatego rycerza. Pech jednak chciał, że Małgorzata zakochała się w przystojnym i odważnym, ale ubogim młodzieńcu, a ojciec nie wyraził zgody na ślub. W tym samym czasie do zamku przyjechał bogaty sąsiad – właściciel sąsiedniego zamku, który pomimo podeszłego wieku chciał się ożenić z Małgorzatą, na co ojciec zezwolił z radością. Dziewczyna chcąc być ze swoim ukochanym i nie chcąc wychodzić za wiekowego mężczyznę, wymyśliła podstępny plan: pod pretekstem pokazania okazałości rodzinnego majątku zabrała przyszłego męża na spacer, podczas którego zepchnęła go w przepaść. Całe zdarzenie widział ojciec, który skazał córkę na śmierć, zamurowując ją w lochu.

Autentyczny szkielet ludzki przez długie lata znajdował się w lochu, jednak w latach ’60 XX wieku postanowiono go zastąpić sztucznym, ale nie na długo. W latach ’70 zdecydowano się ponownie umieścić w lochu autentyczny ludzki szkielet, który znajduje się tam do dnia dzisiejszego.

Zajrzeliśmy w każde dostępne miejsce zamku i udaliśmy się do Wałbrzycha. Zwiedzenie wyszło dosyć spontanicznie. W 2012 roku mięliśmy okazję zobaczyć to miasto na własne oczy (tutaj znajduje się jego krótki opis). Jednak wtedy miejscowość nam się bardzo nie spodobała. Było szaro-buro-ponuro-nijaka i brzydka.

Teraz daliśmy miastu drugą szansę i okazało się, że w ciągu czterech lat Wałbrzych się zmienił. Jakie było nasze zaskoczenie, kiedy zobaczyliśmy sukcesywnie odnawiane kamienice oraz wybrukowane uliczki. Dodatkowo natknęliśmy się na XVI wieczny pałac rodziny Czettritz, w którym obecnie znajduje się szkoła. Wokół pałacu rozciąga się duży ogród, w którym znajdują się dwie mniejsze i zrujnowane rezydencje (czekające na zagospodarowanie). Oj, jeszcze długa droga przed miastem, żeby uzyskać w pełni satysfakcjonujący dla wszystkich wygląd, ale według nas miasto idzie z postępem i zmienia się na lepsze.

Warto dodać, że na terenie pałacu znajduje się ciekawy obiekt geologiczny. Jest to skamieniały i dobrze zachowany pień drzewa liczący 315 milionów lat (!), czyli drzewa pochodzącego z epoki karbonu.

Podsumowując: Zobaczyliśmy kilka całkowicie różnych zabytków: prywatny pałac, zamek Grodno udostępniony do zwiedzania czy ruiny zamku Owiesno, który za niedługo dołączy do kategorii zabytków „Nie do zobaczenia”. Mogliśmy także zmienić zdanie o mieście Wałbrzych, które cały czas się przeobraża. (Zobaczymy jak będzie się prezentowało za kilka lat). Dzień minął bardzo przyjemnie i ciekawie.

Dodaj komentarz