Bystrzyca Kłodzka, Międzylesie, Rudawa, Duszniki-Zdrój, Szczytna

04.11.2016

Nowy dzień zapowiadał się pochmurno i nie wiadomo było co się wydarzy: spadnie śnieg, deszcz czy może przejaśni się i słońce jednak zdecyduje się nam towarzyszyć? Dlatego spakowaliśmy się, zjedliśmy śniadanie i wyruszyliśmy w trasę. Przed nami było kilka miejsc. 

Pojechaliśmy do Bystrzycy Kłodzkiej, miasteczka położonego w południowo-zachodniej części Polski nad Nysą Kłodzką. Miejscowość powstała w średniowieczu i trwa do dzisiaj, pomimo zmieniających się przynależności polityczno-administracyjnej, co oznacza, że raz miasto było pod berłem czeskim, raz pod panowaniem polskim a innym razem we władaniu pruskim czy niemieckim.

Miasto pomimo licznych pożarów, zniszczeń wojennych i powodzi zachowało, poza cennym układem urbanistycznym, wiele zabytków, do których można zaliczyć: XIII-wieczny kościół (kościoły przetrwały każda zawieruchę i spustoszenia wojenne), fragmenty murów obronnych z kilkoma bramami, XIX-wieczny ratusz, liczne kamienice i XVIII-wieczną kolumnę Trójcy Świętej.

Pospacerowaliśmy po mieście i ledwo się rozpędziliśmy w zwiedzaniu, a już znaleźliśmy się przy samochodzie, co świadczy o tym, iż stara część Bystrzycy Kłodzkiej, chociaż ładna, nie jest zbyt rozległa.

Wybraliśmy się dalej, docierając do miejscowości Międzylesie, w której mieści się ciekawy zamek-rezydencja z XVII wieku. Budowla powstała na miejscu grodu, już w XIV wieku, ale została zniszczona w wyniku wojen husyckich. Następnie w miejscu ruiny wzniesiono renesansowy dwór, wykorzystując pozostałości po zamku. W kolejnych latach poszerzano i rozbudowywano obiekt oraz naprawiano szkody wyrządzone przez pożary i zawieruchy wojenne. Obecnie dwór podzielony jest na dwie części: fragment odrestaurowany, w którym mieści się hotel oraz restauracja i fragment wciąż remontowany.

Chcieliśmy pójść na kawę i zobaczyć dwór od wewnątrz, ale okazało się, budowla jest zamknięta i można ją zwiedzać tylko w określonych godzinach. Szkoda, ale nie chcieliśmy czekać kilku godzin, więc zrobiliśmy parę zdjęć, przeszliśmy się po sennym miasteczku i udaliśmy się dalej.

Jadąc przed siebie, postanowiliśmy przejechać drogę śródsudecką, nazywaną autostradą sudecką. Jest to 42-kilometrowa droga wojewódzka ciągnąca się od przełęczy Polskie Wrota (niedaleko Duszników-Zdroju), a kończąca się w miejscowości Międzylesie. Jest to najwyżej położona szosa asfaltowa w Polsce, skąd rozciągają się wspaniałe widoki na Czechy i na Polskę.

Jesień trwała w pełni, dlatego mogliśmy podziwiać przepiękne kolorowe krajobrazy górskie, które utrwaliliśmy na zdjęciach. Zatrzymaliśmy się po drodze w kilku punktach widokowych, a których najciekawszym była Rudawa, miejscowość, w której znajduje się niewielkie jeziorko usytuowane w dolinie pomiędzy zalesionymi górami. Miejsce bardzo ciekawe i urokliwe.

Przemierzając autostradę sudecką dotarliśmy do jej końca, do miejscowości Duszniki-Zdrój. Jest to historyczne miasteczko uzdrowiskowe, (status uzdrowiska nadano już w 1769 roku), które jest położone w dolinie rzeki Bystrzycy Dusznickiej, pomiędzy górami Orlickimi i Bystrzyckimi. Miasteczko jest niewielkie i można w nim spotkać przede wszystkim starsze osoby.

Dotarliśmy na rynek, gdzie udaliśmy się do sympatycznej, malutkiej kawiarenki „Dzień Dobry Cafe”, a następnie obraliśmy kurs na Wrocław, po drodze zatrzymując się w Szczytnej. (Była to dosyć spontaniczna decyzja, ponieważ zauważyliśmy na górze zamek, który postanowiliśmy zobaczyć).

Jak się okazało zamek-pałac Leśna Skała w Szczytnej, nie jest dostępny do zwiedzania, ponieważ mieści się w nim Dom Pomocy Społecznej. Jednak jako rezydencja prezentuje się całkiem ładnie. Budowla powstała w XIX wieku i stanowiła rezydencję myśliwską, która często zmieniała właścicieli, jednak nigdy nie uległa poważnym zniszczeniom. Nawet podczas wojny, zamek-pałac miał się świetnie, ponieważ stanowił luksusowy wojskowy ośrodek rehabilitacyjny.

Ciekawostką jest, że na zamku nie odnaleziono studni, ani piwnic (poza jednym małym przejściem podziemnym). Chodzą słuchy, że gdzieś w Leśnej Skale, ukryto skarby ze składnic hitlerowskich z Henrykowa i Kamieńca, ale niczego jeszcze nie odnaleziono. Oznacza to, że budowla skrywa wiele nieodkrytych tajemnic.

To był ostatni punkt naszej podróży, która zakończyła się na Bielanach Wrocławskich, w ogromnym centrum handlowym, do którego udaliśmy się na małe zakupy i na obiad. A wieczorem wróciliśmy do domu.

Podsumowując: Listopadowa podróż trwała 4 dni i jakieś 800 km, podczas których udało nam się zobaczyć kolejny fragment województwa dolnośląskiego, piękne miejsca i krajobrazy Polski, ale także liczne zaniedbania ze strony człowieka i zrujnowane miejsca, proszące się o remont. Pogoda nam dopisała, ponieważ było słonecznie i nawet pomimo zimnego wiatru bawiliśmy się świetnie, ciesząc się wspólnym, aktywnym czasem wolnym 🙂

Dodaj komentarz