Włochy (Toskania) – Siena, Monteriggioni, Colle di Val d’Elsa, San Gimignano, Volterra

20.08.2016

Obudził nas śpiew ptaków i uporczywe stukanie dzięcioła, który upodobał sobie drzewo tuż nad namiotem… Po nocy w leśnym campingu, myśleliśmy, że wszystko będzie wilgotne, ale okazało się, że namiot był suchy i wystarczyło go złożyć bez dodatkowego suszenia. Dlatego bez problemu spakowaliśmy rzeczy, zjedliśmy śniadanko i ruszyliśmy w drogę, machając gospodarzom na pożegnanie. 

Pierwszą miejscowością, do której się wybraliśmy była Siena. Jest to urocze, dobrze zachowane średniowieczne miasteczko, które położone jest na trzech wzgórzach. Istnieje legenda dotycząca założenia miasta, nawiązująca do legendarnego Romulusa i Remusa. A mianowicie, dwaj synowie Remusa: Seniusz i Askiusz, zostali wygnani z Rzymu przez własnego wuja. Uciekając osiedlili się w miejscu pełnym łagodnych wzgórz Toskanii i założyli osadę, którą obecnie jest miasto Siena. Razem z nimi przybyła także wilczyca kapitolińska, która wykarmiła ojca i wuja wygnanych mężczyzn. Dlatego w wielu miejscach można napotkać pomniki przedstawiające antycznych Romulusa i Remusa karmionych przez wilczycę.

Ciekawostka: Aby dostać się do centrum należy wjechać, na samą górę, stojącymi na wolnym powietrzu i niczym nie osłoniętymi ruchomymi schodami. Skąd można bez problemu rozpocząć zwiedzanie.

Siena jest niewielkim miasteczkiem, którego główny plac Piazza del Campo, posiada kształt muszli, opadającej skośnie w dół, w stronę domów, co powoduje wrażenie pochyłości. Centrum miasta posiada dawny średniowieczny kształt, co oznacza, że większość budynków zachowała styl gotycki. Dzięki temu miejscowość stanowi światowej sławy klejnot. (W 2004 roku centrum miasta wpisano na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO).

W miasteczku można podziwiać wiele zabytków: XV-wieczną fontannę Fonte Gaia, XIV-wieczną dzwonnicę z białym szczytem – Torre del Mangia, XIII-wieczny uniwersytet (jeden z najstarszych na świecie), a przede wszystkim niezwykłą XIII-wieczną katedrę Duomo di Siena, będąca jednym z najlepszych przykładów włoskiego gotyku. Katedra zbudowana została z biało-czarnego marmuru i posiada liczne witraże, rzeźby i freski. (Jednak żeby do niej wejść, trzeba kupić bilet i stać w długaśnej kolejce, co nie jest niczym przyjemnym w temperaturze +32 stopni w cieniu).

W Sienie dwa razy do roku organizowane są wyścigi Palio. Jest to tradycyjna końska gonitwa, w której biorą udział przedstawiciele 17 dzielnic (contrade). Konie i jeźdźcy noszą barwy i herby dzielnic i główną zasadą wyścigu jest brak zasad, co oznacza szaleńczą gonitwę wokół placu Piazza del Campo. Oprócz wyścigu w tym dniu odbywają się widowiskowe i barwne pochody oraz pokaz zręczności członków 17 drużyn, ubranych w epokowe kostiumy.

Pokręciliśmy się po uliczkach, pełnych kolorowych chorągwi 17 dzielnic, chłonąc atmosferę przeszłości, podziwiając zabytki i uwieczniając wszystko co się da, po czym pojechaliśmy dalej.

Kolejnym punktem, do którego się udaliśmy było Monteriggoni. Jest to XIII-wieczna twierdza, umieszczona na wzgórzu. Właściwie, nie jest to miasteczko, tylko malutka osada posiadająca kilka kamiennych domów, otoczonych 10 metrowym murem, w które wpleciono 14 wież obronnych. (Motyw wież został uwieczniony w „Boskiej Komedii” Dantego, co oznacza, ze twierdza od zawsze robiła duże wrażenie na przyjezdnych).

Z perspektywy turysty spacerującego po twierdzy wieże są mało widoczne, a same budynki nie różnią się niczym specjalnym od zabudowań miasteczek, które do tej pory mieliśmy okazję zobaczyć. Jednak z odległości widać, że jest to miejsce, które w dawnych czasach miało strategiczne znaczenie i pilnowało bezpieczeństwa antycznego traktu Via Francigena.

Wybraliśmy się dalej, do miejscowości Staggia. Mieści się tam zamek Castello di Staggia. Pierwsze wzmianki o wiosce i zamku sięgają 994 roku. Jednak rozwój warowni nastąpił w XII wieku. Jak to zawsze bywa, ze zmianą właściciela zmieniał się wygląd zamku, który był przebudowywany, co także miało miejsce w tym wypadku. W XV wieku w ramach rozbudowy miasta połączono mury miejskie z zamkiem, który stanowił ochronę dla mieszkańców.

Bardzo chcieliśmy zwiedzić zamek, ale niestety nie zostało nam to dane, ponieważ w czasie naszego pobytu, warownia była niedostępna dla zwiedzających. W internecie natknęliśmy się na informacje, że jest to obiekt prywatny, ale udostępniony turystom, przez cały rok. A my zastaliśmy na bramie kartkę informującą o zamknięciu zamku w dniach naszego pobytu w tamtejszym rejonie Toskanii. Takie nasze „szczęście”…

Pojechaliśmy dalej. Kolejnym celem na naszej mapie było Colle di Val d’Elsa. Jest to urokliwe miasteczko, którego historyczna część znajduje się na wzgórzu i które ulokowane zostało wzdłuż antycznej drogi Via Francigena. Pierwsze wzmianki o istnieniu miasta pochodzą z X wieku. (Natomiast naukowcy szacują jego wiek na jakieś 2400 lat). Dlatego miasteczko posiada kilka dobrze zachowanych zabytków: katedra, kościół, renesansowa XV-wieczna forteca Porta Nova czy XVI-wieczny pałac Palazzo Campana oraz słynie z produkcji kryształów, pokrywając 95% krajowej produkcji.

Czy siedząc w ristorante i czekając na obiad, czy obserwując otoczenie, czy spacerując po licznych wąskich uliczkach i ich zaułkach, zauważyliśmy, że jedynymi istotami, jakie spotykamy (oprócz innych turystów) są koty. I musimy przyznać, że zwierzęta te idealnie wpasowują się w klimat sennego miasteczka, południowego ciepła i niespiesznego tempa życia mieszkańców. Kociaki są wszędzie: spacerują zacienionymi ścieżkami, śpią na schodach i w innych zacienionych miejscach i nie zamierzają okazywać zainteresowania byle komu, nawet jeśli owe istoty przeszkadzają im w sjeście i zamierzają je miziać.

Następnym celem podróży było San Gimignano. Jest to jedno z najlepiej zachowanych średniowiecznych miast w Europie, które dzięki swojej zabudowie, dziełom sztuki, zabytkom, a przede wszystkim dzięki licznym czworokątnym wieżom, nazywane jest „Manhattanem średniowiecza”. Wieże wznoszone były przez mieszańców na przełomie XIII-XV wieku i pełniły funkcje obronne. (W dawnych czasach stanowiły schronienie dla mieszkańców, w czasie najazdów nieprzyjaciela, którzy po wdrapaniu się na górę wieży, wciągali drabinę i odcinali dostęp prześladowcom, dzięki czemu ratowali swoje życie). Jednak nie był to ich jedyny cel, ponieważ wieże miały także za zadanie podkreślenie znaczenia i zamożności właścicieli. Liczbę wzniesionych wież szacuje się na liczbę 50, z których do dzisiejszych czasów przetrwało zaledwie 14 i są one widoczne już z dużej odległości.

Osada została założona przez Etrusków w III w.p.n.e, jednak zapiski o istnieniu wioski pojawiają się dopiero w X wieku, kiedy to następował rozkwit miasta wiążący się z istnieniem szlaku Via Francigena. W XIV wieku miasto zostało spustoszone przez dżumę. Na szczęście sprawnie podniosło się, dzięki czemu do dzisiaj można podziwiać jego zabytkowe centrum (wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO) z licznymi obiektami, m.in.: plac Piazza del Duomo, otoczony wieżami, przed romańskim kościołem – Collegiata di San Gimignano, ratusz, plac Palazzo del Podestà, na której znajduje się najwyższa (54-metrowa) wieża Torre Grosse, kościół San’t Agostino i plac Palazzo Vecchio del Podesta, z najstarszą 52-metrową wieżą Torre Rognosa.

Przemierzając liczne miasteczka, place czy ulice, nie sposób nie zauważyć faktu, że wiele nazw miejscowości i obiektów pochodzi od imion świętych oraz imion postaci i miejsc biblijnych, uznawanych w religii chrześcijańskiej. Większość miejsc posiada przydomek „Santo”, „San” i „Sante”, ma w nazwie słowo „Madonna”, albo konkretne imię świętego (np. Giovanni, Pietro, Agostino). Ale o upodobaniach się nie dyskutuje…

Innym miasteczkiem, do którego wybraliśmy się, kierując się naszym spisem ciekawych miejsc, była Volterra. Jest to miasto położone na wysokim wzgórzu (550 m.n.p.m.) i otoczone grubymi murami obronnymi. Etruskowie (było to jedno z najważniejszych ichniejszych miejsc, wchodzących w skład Ligi Dwunastu) w VIII w.p.n.e. założyli gród, który otoczyli ponad 7 kilometrowym murem obronnym. Jednak w XIII wieku mury przebudowano, zacieśniając je i jednocześnie zmniejszając wielkość miasta, dzięki czemu można go było łatwiej chronić.

Volterra słynie z obróbki alabastru. Rzemiosło to rozwija się nieprzerwanie od XVIII wieku i w wielu sklepach, można zakupić przedmioty z tego tworzywa.

Aby dostać się do centrum, należy wejść pod stromą górę, po sporej ilości schodów. (Nie liczyliśmy ile ich jest, ale można się zmęczyć). Natomiast jak już się tego dokona, to oczom ukazuje się średniowieczna zabudowa, w skład których wchodzi: wiele domów-wież, plac Palazzo dei Priori, na którym wzniesiono najstarszy ratusz w Toskanii, Palazzo Pretorio (dawna siedziba władz), Fortezza Medicea (obecne więzienie) oraz XII-wieczna katedra. Jednak to, co nam wydało się najciekawsze, to ruiny rzymskiego amfiteatru (Teatro Romano), pochodzącego z I w.p.n.e. oraz pozostałości rzymskich łaźni. Ruinki amfiteatru odkryte zostały podczas wykopalisk w latach ’50 XX wieku i stanowią jeden z lepiej zachowanych amfiteatrów we Włoszech. Dobrze widoczny jest układ teatru – elementy zaplecza scenicznego i cavea (kamienna widownia w kształcie półkola), która mogła pomieścić 3500 tysiąca osób. Dzięki ruinkom można przenieść się w historycznym czasie i przestrzeni.

Wybraliśmy się na poszukiwania noclegu. W pierwszym miejscu, w którym chcieliśmy się zatrzymać, ceny okazały się wysokie jak najwyższa wieża w San Gimignano. Dlatego uprzejmie podziękowaliśmy i pojechaliśmy dalej (przed siebie) docierając na wybrzeże Morza Tyrreńskiego, do miejscowości Marina di Bibbona, w której spośród wielu pól namiotowych, wybraliśmy na nocleg camping „Free Time”.

Po długim czasie oczekiwania (ruch był ogromny), otrzymaliśmy działeczkę, na której mogliśmy się rozbić i informacje o okolicy. Okazało się, że do plaży mamy 900 metrów, dlatego już wiedzieliśmy jak spędzimy zbliżający się wieczór – zrobimy piknik na plaży! Dlatego rozstawiliśmy namiot, zabraliśmy aparat, owoce oraz karimatę i poszliśmy oglądać zachód słońca.

Morze jest piękne, ale plaża… Pierwsze na co zwróciliśmy uwagę to wygląd piasku: szorstki, brudny i w szaro-burym kolorze. Wszędzie walało się mnóstwo śmieci, tak że strach było ściągnąć buty. Woda w morzu była zimna i nawet słońce zaszło nie za horyzont, ale za chmurę (po całym dniu bezchmurnego nieba). A tak pięknie się zapowiadało. Ale nie szkodzi, bo pomimo kilku wymienionych przeciwności, mogliśmy się zrelaksować wsłuchując się uspokajający, jednostajny szum morza.

Podsumowując: Po przebyciu kolejnych 214 km. czwarty dzień wakacyjnej wyprawy utwierdził nas w przekonaniu, że Toskania jest piękna i niezwykła. Pomimo tego, że wszystkie miasteczka podobne są do siebie pod względem lokalizacji i zabudowy, to warto je zobaczyć. Mogliśmy kontynuować uwiecznianie pięknych widoków, zobaczyć rzymski amfiteatr i dotrzeć nad morze. Dowiedzieliśmy się, że mamy wyjątkowe „szczęście”, ponieważ zamek czynny przez cały rok okazał się zamknięty, a przy bezchmurnym niebie słońce zaszło za chmurę. Natomiast jak wróciliśmy z plaży na camping, spotkała nas jeszcze jedna niespodzianka – namiot zmienił kolor z żółtego na czarny i gdyby nie to, że przytwierdziliśmy go solidnie do podłoża, to pewnie zacząłby się przemieszczać, ponieważ nieświadomie rozstawiliśmy go na… mrowisku.

Dodaj komentarz