Włochy (Toskania) – Montepulciano, Monticchiello, San Quirico d’Orcia, Montalcino

19.08.2016

Nowy dzień powitał nas słonecznie i ciepło. Dobrze, że mamy namiot wyposażony w moskitierę, ponieważ po pierwsze komary zjadłyby nas doszczętnie, a tak, tylko trochę nas pogryzły w przejściu pomiędzy łazienką a namiotem. A po drugie, w takie piękne i ciepłe noce, aż nie chce się zamykać namiotu, dlatego zasuwamy moskitierę i można spać… 

Po śniadanku w nieśmiałych promieniach słońca, spakowaliśmy manatki i kierując się na południe dotarliśmy do Montepulciano, miasteczka wzniesionego na wysokim wapiennym urwisku (605 m). Dojście do głównego placu jest męczące, ponieważ droga pnie się wysoko pod górę, ale widoki z góry są rewelacyjne, dlatego warto wysilić się i wejść na szczyt.

Miasto zostało wzniesione na przełomie IV / III w.p.n.e. przez Etrusków. Jednak od tego czasu uległo licznym zmianom oraz rozbudowom i obecnie może poszczycić się dobrze zachowaną XV i XVI-wieczną zabudową.

Spacerowaliśmy po miasteczku natrafiając na place, mijając ratusz, katedrę, kościoły i inne wiekowe budynki. Napawaliśmy oczy widokami i klimatycznymi zaułkami z gęstą zabudową. Mijaliśmy piwniczki pełne win (w miasteczku produkowane jest jedno z najbardziej znanych czerwonych win Toskanii – Vino Nobile di Montepulciano) i cieszyła nas myśl, że bez trudu uda nam się zachować zgraną sylwetkę, ponieważ spacerowaliśmy po kolejnym miasteczku, posiadającym strome uliczki i ulokowanym na szczycie wysokiej góry.

Kolejnym miejscem do jakiego się wybraliśmy było Monticchiello. Jest to urocze, malutkie miasteczko usytuowane na grzbiecie wzgórza i otoczone średniowiecznymi murami obronnymi. Osada powstała już za czasów panowania rzymskiego, jednak pierwsze pisemne wzmianki o niej, pojawiają się w dokumentach z X wieku. Lata budowli szacuje się na XII i XII wiek. Ogólnie miasteczko jest niewielkie i może wydawać się senne. Przyczyniają się do tego rozstawione w różnych miejscach rzeźby z siatki, przedstawiające różne osoby, a nawet zwierzęta. Owe postacie przypominają zjawy, co nadaje miasteczku tajemniczy klimat.

Miasteczko ogrodzone jest XIII-wiecznym murem z wieżami i bramą. W centrum znajduje się kościół, do którego można dojść pokonując wąskie uliczki i mijając kamienne domki. Natomiast wokół zabudowań rozciąga się piękny toskański widok na pola i gaje oliwne.

Zastanawialiśmy się, dlaczego wszystkie miasteczka wznoszono na wzgórzach? Jednak odpowiedź nasunęła się sama. Po pierwsze łatwiej było wznieść osadę na wysokiej górze, dzięki czemu lokalizacja utrudniała dostęp najeźdźcom i łatwiej było ją chronić. A po drugie Włochy to kraina posiadająca gorący klimat, który utrzymuje się przez większość roku, dlatego budując domy na wzgórzu mieszkańcy zapewniają sobie przewiew wiatru, dzięki czemu mogą przetrwać w upalnym klimacie. Ale jak mogliśmy zaobserwować, Włosi chronią się przed słońcem jak tylko mogą. W oknach montują różne zasłony – albo klasyczne okiennice, albo żaluzje, rolety i markizy, które przez większość dnia są opuszczone zapewniając w pomieszczeniach chłód i cień, a podnosi się je dopiero wieczorami, kiedy robi się chłodniej i przyjemniej.

Pojechaliśmy dalej docierając do kolejnego miasteczka o długiej nazwie: San Quirico d’Orcia. Jak wiele miast w Toskanii, San Quirico d’Orcia także zostało założone przez Etrusków. Jednak dopiero w XI wieku miasto zaczęło się rozwijać, czego zasługą był szlak komunikacyjny Via Francigena, łączący Anglię (Cantebury) z Rzymem. 

Pokręciliśmy się po miasteczku docierając do najlepiej zachowanego spośród zabytków – kamiennego kościoła (Collegiata di San Quirico) obecnie przejawiającego styl romańsko-gotycki, a kolejno spacerowaliśmy po zakątkach miasteczka, mijając place, kamieniczki i docierając do parku z dużą ilością, równo przyciętych, żywopłotów.

Ostatnim miasteczkiem, na liście mijającego dnia, było Montalcino. Jest to kolejne miasteczko usytuowane na wzgórzu, zbudowane z kamienia i założone przez Etrusków w X wieku. Większość budynków pochodzi z XII wieku i z daleka najbardziej widoczna jest forteca powstała z 1361 roku, która broniła murów miasta i stanowiła ostatnie schronienie dla mieszkańców. Obecnie stanowi ona atrakcję turystyczną, na której wieżę można wyjść. Natomiast w jej wnętrzach mieści się Enoteca (sklep i lokal sprzedający regionalne wina).

Montalcino oprócz fortecy posiada wiele zabytkowych budowli pochodzących z różnych historycznych okresów, m.in. XIII-wieczny kościół, XIV-wieczna katedra, (przebudowana w XIX wieku), ratusz z przełomu XIII/XIV wieku, z wysoką średniowieczną wieżą. Dodatkowo w miasteczku znajduje się wiele starych domów i liczne malownicze, wąskie uliczki, opadające w dół lub pnące się do góry, wzdłuż których (w wielu miejscach) przymocowano do budynków poręcze, żeby można było się sprawnie poruszać. Spacerując zgłodnieliśmy, dlatego poszliśmy na obiad, który upłynął w towarzystwie malowniczych widoczków.

Zaparkować samochód w Montalcino to prawdziwe wyzwanie graniczące z cudem. Objechaliśmy miasteczko dookoła kilka razy, krążąc po uliczkach i rozglądając się za wolnymi stanowiskami, mijaliśmy płatne parkingi, obstawione z każdej strony samochodami oraz skuterami i dopiero za trzecim razem udało nam się znaleźć wolne miejsce. Parkingowe szaleństwo… Warto dodać, że Włosi mają narysowane miejsca parkingowe, które są oznaczone w trzech kolorach: białym, niebieskim i żółtym. Kolor biały są to miejsca darmowe (praktycznie nieosiągalne, bo całkowicie zastawione). Kolor niebieski informuje, że miejsce parkingowe jest płatne i trzeba pójść i dogadać się z parkomatem, albo zapłacić przy wyjeździe z parkingu. Natomiast kolor żółty informuje, że są to miejsca uprzywilejowane (dla pojazdów specjalnych, mieszkańców posiadających karty, dostawców, gości hotelowych, itp.).

Udaliśmy się w poszukiwanie noclegu i udało nam się to w miejscowości Castel del Piano, gdzie znajduje się camping „Amiata”. Pole campingowe jest rozległe i ulokowane między drzewami, co sprawia wrażenie jakby przebywało się w lesie.

Camping prowadzony jest przez małżeństwo sympatycznych staruszków, którzy załatwiają wszystko w bardzo wolnym tempie, ale na czas. Natomiast ogólne warunki noclegowe były dobre, a łazienki czyste i bez robactwa, jednak samo wyposażenie pamięta czasy wczesnego PRL-u. Widać że właściciele założyli camping dawno temu i niczego nie zamierzają w nim zmieniać.

Wszędzie było mnóstwo liści i tak się złożyło, że przed naszym przybyciem spadł 15-minutowy deszcz, co sprawiło, że przed rozbiciem namiotu musieliśmy poczekać, aż ziemia trochę przeschnie, ale dzięki otoczeniu można było zintegrować się z przyrodą, mając nad głową tysiące gwiazd i księżyc w pełni.

Podsumowując: Trzeci dzień wakacyjnej podróży upłynął na podziwianiu piękna Toskanii i magii małych, kamiennych miasteczek posiadających wiele krętych i stromych uliczek. W sumie przemierzyliśmy odległość 120 km. Przemieszczając się z miejsca na miejsce cały czas towarzyszyła nam muzyka skomponowana przez cykady. Stworzenia te bardzo lubią ciepło, dlatego od południa, aż do zachodu słońca głośno cykają, tworząc specyficzną i bardzo głośną muzykę. To był udany dzień!

Dodaj komentarz