Wleń, Pilchowice, Wojanów, Lubomierz

13.11.2015

Nastał kolejny dzień wyprawy. Po smacznym śniadaniu (podstawa dnia!) wybraliśmy się do pierwszego punktu, jakim są ruiny Zamku Wleński Gródek w miejscowości Łupki. (Niegdyś Zamek Lenno). 

Ruiny zamku są usytuowane w ciekawym miejscu. Nie jest łatwo je znaleźć, ponieważ pomimo tego, że znajdują się na wzgórzu, wokół rozciąga się las. Zamek powstał w miejscu drewniano-ziemnego grodu i jego powstanie datuje się na XII wiek. Dzięki czemu uważa się go za najstarszy obiekt, tego typu, w Polsce.

Zamek miał wielu właścicieli – królów, królowe, arystokrację i duchownych, co oznacza, że zamieszkiwały go różne indywidua. Jedni przyczynili się do jego rozkwitu (m.in. Bolesław I Wysoki, Bolko II Mały czy królowa Jadwiga), natomiast inni robili wszystko by wzbogacić się kosztem okolicznego ludu – grabiąc i plądrując. Warownia wielokrotnie poddawana była przebudowom i oblężeniom ze strony nieprzyjaciela, a ostatecznie została podpalona i w XVII wieku całkowicie popadła w ruinę. Nowy właściciel nie był zainteresowany odbudową zamku i zamiast odratować warownię, nieopodal zamku, zbudował rezydencję i kościółek.

Z zamkiem wiąże się kilka legend. Jedna dotyczy postaci Konrada von Zedlitz, który do dzisiaj odpokutowuje swoje grzechy (grabieże, napaści i mordy), przemierzając szlaki na czarnym koniu. Jednak inne nawiązują do tematu ukrytego skarbu, do dzisiaj nieodkrytego, który rzekomo znajduje się na terenie ruin. Kto wie, może gdzieś pod murami, w jednym z zasypanych korytarzy, znajduje się bogactwo czekające na nowego właściciela…

Zamek jest zabezpieczony i otwarty dla wędrowców, pomimo faktu, że okolica wydaje się opuszczona. Po wejściu na wzgórze, można zobaczyć pozostałości murów i wejść na basztę, z której rozciąga się piękny widok na Góry Kaczawskie i Pogórze Izerskie. Natomiast sama baszta wydaje się zwyczajna, ale kryje w sobie coś tajemniczego – zagadkę nie dającą spokoju… A mianowicie, schodząc po schodach wieży, coś musnęło moje włosy, (jakby ktoś je pogłaskał). W pierwszej chwili pomyślałam, że to Programista, ale nie było to możliwe, ponieważ szedł przede mną. Kolejno zaczęłam szukać racjonalnego wyjaśnienia i pomyślałam, że o coś zahaczyłam, ale do najbliższej ściany miałam metr, a do stropu jakieś 3 metry. Szukałam dalej. Może coś spadło mi na głowę? Może to nietoperz? Albo wiatr płata figle? Niestety, niczego nie dostrzegłam, pomysły mi się wyczerpały, a na schodach nie mogłam stać wiecznie, więc pozostało uwierzyć, że zaczepił mnie jakiś mieszkaniec wieży, myląc moją osobę z postacią swojej ukochanej. (Może miała podobną posturę i kolor włosów?) Jest to irracjonalna historia, ale brzmi romantycznie. I pomimo faktu, że wciąż nie wiem co to było, z całą pewnością, nie przywidziałam sobie tego…

Schodząc z zamku minęliśmy opuszczony kościółek i niezamieszkały pałac z tajemniczym ogrodem i udaliśmy się dalej.

Przejechaliśmy kilka kilometrów i dotarliśmy do Pałacu Książęcego we Wleniu. Rezydencja powstała w XVI wieku z inicjatywy rodziny Zedlitzów. Poprzez liczne przebudowy nadano jej jest styl francuskiego baroku, lecz po wojnie budowla zaczęła niszczeć i została przeznaczona do rozbiórki. Na szczęście uratowano ją – wyremontowano i przekształcono w pensjonat. Obecnie pałacyk odzyskał swoją świetność i prezentuje się elegancko.

Kolejno wybraliśmy się nad zaporę w Pilchowicach. Jest to druga najstarsza w Polsce zapora, chroniąca okoliczną ludność przed powodziami. Jest to także najwyższa zapora łukowa, kamienno-betonowa w Polsce (ma 69 metrów wysokości, 270 metrów szerokości korony i 50 metrów grubości u podstawy). U stóp zapory zbudowano elektrownię wodną, która zaliczana jest do dużych, ponieważ jej moc wynosi 7,5 MW. Natomiast powstałe jezioro ma 240 ha i stanowi największy zbiornik wodny w Sudetach Zachodnich.

Zaczął wiać wiatr, dlatego po przejściu zapory i zrobieniu kilku zdjęć pojechaliśmy dalej, docierając do Wojanowa, gdzie mieści się XIII-wieczny pałac. Obiekt pierwotnie stanowił lenno rycerskie i należał do Eberharda von Schildau, a kolejno jego historia splata się z rodem von Zedlitz. Jak to zazwyczaj bywa, pałac przechodził z rąk do rąk i transformował. Podczas wojny przeobrażono go w przymusowy obóz pracy dla robotników, a kolejno znajdował się w nim PGR. Obiekt częściowo uległ zniszczeniom w wyniku działań wojennych, a częściowo w wyniku pożaru. Jednak znalazła się osoba, która wyremontowała pałac i stworzyła w nim kompleks hotelowo-konferencyjny.

Nie wchodziliśmy do środka, ponieważ zwiedzanie hotelu nie należy do ciekawych czynności, dlatego pokręciliśmy się wokół pałacu podziwiając jego estetykę wykonania, barwy i bogactwo.

Przemierzając drogi województwa dolnośląskiego, dotarliśmy do Lubomierza, w którym kręcono filmy o perypetiach Kargula i Pawlaka. Po zaparkowaniu w samym centrum, dało się zauważyć senne miasteczko, w którym oprócz ratusza, muzeum filmowego i kilku kamienic przeciętnej urody, nie ma niczego fascynującego. Zajrzeliśmy tu i tam, pokręciliśmy się głównymi uliczkami, (ponieważ boczne ulice i mieszczące się przy nich budynki proszą się o remont) i wróciliśmy do naszej bazy noclegowej.

Podsumowując: Dzień był cudny – zaskoczył nas ciepłem i słoneczną pogodą bez jednej chmurki na niebie. Dzięki temu zwiedzanie i poznawanie nowych miejsc było bardzo przyjemne. Udało nam się zobaczyć ciekawe pałace (zamienione w hotel), zaporę wodną w Pilchowicach – cud inżynierii chroniący ludność przed powodziami oraz co najciekawsze, ruiny zamku Wleński Gródek, w którym istnieje pewna tajemnica 😀

Dodaj komentarz