Słowenia – Bogenšperk, Turjak, Lublana

21.07.2015

Od najwcześniejszych godzin porannych było bardzo ciepło. W nocy temperatura niewiele różniła się od dnia, ale w końcu jest lato i jesteśmy na południu Europy, gdzie jest cieplej niż w Polsce. Na campingu zawsze wstajemy w dobrych humorach przed godziną 8.00. Być może tak działa na nas bliskość przyrody i świergot ptaków, zamieszkujących otaczające nas drzewa, albo krzątanina budzących się sąsiadów, a może budzi nas wewnętrzny zegar, nie mogąc doczekać się nowych wrażeń nadchodzącego dnia? Nie wiadomo od czego to zależny, ale najważniejsze, że od rana mamy dużo energii i nawet Programista ma naładowane swoje wewnętrzne akumulatory. 

Pierwszym miejscem, do którego wyruszyliśmy był zamek Bogenšperk, w którego progi wchodziliśmy jako pierwsi, ponieważ bramy zostały otwarte tuż przed naszym przyjazdem. Zamek powstał w renesansowym stylu w XVI wieku, z inicjatywy rodziny Wagenów, od którego nazwiska nazwano obiekt – Wagensperg. Budowla miała wielu właścicieli i pełniła różne funkcje, lecz jej złote lata przypadły na XVII wiek, kiedy kupił ją Janez Vajkard Valvasor – naukowiec, geolog, badacz i członek elitarnego Królewskiego Towarzystwa Naukowego w Londynie. Przemienił on swoje domostwo w centrum kulturalno-naukowe, z bogatą biblioteką i zbiorem naturalnym. Obecnie w odrestaurowanym zamku znajduje się muzeum poświęcone Valvasorowi.

Zajrzeliśmy do każdej komnaty tej rozległej posiadłości, mogliśmy przyjrzeć się wnętrzom (niektóre krzesła wyglądają na bardzo niewygodne), zobaczyliśmy wiele przyrządów badawczych i okazów przyrodniczych, a nawet udało nam się spotkać badacza we własnej osobie, który był… mało komunikatywny. Kierując się współczesnymi kanonami piękna, musimy stwierdzić, że nie zaliczał się do grona osób przystojnych.

Następnym miejscem, w którym się znaleźliśmy był zamek Turjak. Podjeżdżając pod bramę naszym oczom ukazała się tabliczka, informująca, że zabytek jest otwarty tylko w soboty. Pokręciliśmy się więc wokół budowli, kiedy podszedł do nas pewien jegomość i spytał po angielsku, czy otworzyć bramę, przez którą widać więcej niż przez dziurkę od klucza. Nie czekając na odpowiedź wyciągnął „malutki” klucz i naszym oczom ukazał się zabytkowy obiekt, składający się z kilku budynków i posiadający wiele stylów architektonicznych, ponieważ zamek na przestrzeni wieków był wielokrotnie rozbudowywany.

Zamek Turjak wzniesiony został w XIII wieku, w miejscu dawnego grodu obronnego. Odbudowany został po trzęsieniu ziemi w XVI wieku, przybierając trójkątną formę (3 wieże połączone częściami mieszkalnymi). Budowla przetrwała najazdy tureckie, odpierając ich ataki, natomiast zniszczona została przez partyzantów podczas II wojny światowej. Obecnie warownia przeszła częściową renowację i prezentuje się ciekawie.

Zamek pełnił ważną rolę dla protestantów, gdyż w XVI wieku stanowił schronienie dla dwójki słowackich duchownych, którzy opracowali w jego komnatach pierwsze tłumaczenie Biblii na język słoweński.

Nasz przewodnik wiele mówił o historii zamczyska i jego losach, po czym pozwolił nam zwiedzić go na własną rękę. Ostatecznie uznał, że jesteśmy studentami i za bilety zapłaciliśmy połowę ceny. To się nazywa indywidualne zwiedzanie.

Kolejnym miejscem w jakie się wybraliśmy, była Lublana – stolica położona w centrum Słowenii, nad rzeką Lublanicą. Na zalesionym wzgórzu, ponad miastem, góruje zamek, którego nie da się przeoczyć, natomiast poniżej rozciąga się charakterystyczna średniowieczna zabudowa z czerwonymi dachami i wąskimi uliczkami. Sama stolica, zamieszkiwana przez 250 tysięcy osób, jest niewielka (jak cały kraj), do tego stopnia, że na jej obejście oraz obfotografowanie (niespiesznym krokiem), wystarczyły nam dwie godziny.

Naszą przygodę rozpoczęliśmy od wdrapania się na wzgórze zamkowe i obejrzenia głównej atrakcji, jakim jest XVI-wieczny Zamek Lublański. Na zamek można wyjechać kolejką, ale postanowiliśmy wspiąć się do niego łagodnym podejściem. Nie przewidzieliśmy tylko jednego… temperatura zaczęła przechodzić samą siebie, do tego stopnia, że termometr pokazywał +42 stopnie w cieniu. Uff…

Po dojściu do celu, okazało się, że na dziedziniec zamkowy można wejść bezpłatnie, (natomiast chcąc zwiedzić muzeum trzeba sporo zapłacić) Postanowiliśmy wejść na mury i pokręcić się po dziedzińcu. Widoki rozciągające się z murów są bardzo ładne i można zobaczyć panoramę całej stolicy, dlatego Programista zrobił kilka zdjęć, po czym poszliśmy w kierunku Starego Miasta.

Spacerowaliśmy wąskimi uliczkami, badając zakamarki stolicy i starając się dotrzeć do jednej z największych atrakcji, jaką stanowi Potrójny Most. Jest to jeden most, składający się z 3 części, z których każda powstała w innym czasie. (Najstarszy, kamienny fragment mostu pochodzi z pierwszej połowy XIX wieku). Po przespacerowaniu się mostem, kontynuowaliśmy spacer idąc wzdłuż rzeki. Przyglądaliśmy się ładnym kamienicom, zabudowaniom, restauracyjkom oraz pomnikom.

Ostatecznie dotarliśmy do Dragočajny, a dokładnie na trzygwiazdkowy camping „Camp Smlednik”. Camping jest duży, przestronny i umiejscowiony nad rzeką. Mogą na nim przebywać nudyści, którzy mają wydzielony teren, na którym mogą być… sobą.

Rozłożyliśmy namiot i postanowiliśmy spędzić leniwy wieczór spacerując nad rzeką. Niestety plany uległy zmianie, ponieważ nadeszła burza z ulewą. Na szczęście udało nam się nie zmoczyć namiotu, który przeczekał deszcz razem z nami w samochodzie, po czym ponownie został rozłożony na suchym miejscu, w którym stała Czarna Perła. (Inżynierski pomyślunek, to jest coś) 😛

Podsumowując: Przejechaliśmy 170 km. Zwiedziliśmy dwa zamki. Spotkaliśmy miłego przewodnika, który urządził nam indywidualne zwiedzanie. Zobaczyliśmy Lublanę, która jest ładnym miastem, przemierzając ją wzdłuż i wszerz oraz przetrwaliśmy wieczorną ulewę, po której nastała piękna, gwiaździsta i ciepła noc.

Dodaj komentarz