Słowacja – Bratysława, Devin, Nitra, Kremnica, Bańska Bystrzyca, Bańska Szczawnica

16.08.2014

Nastał ciepły dzień, z niebem bez jednej chmurki. Po ulewie nie było już śladu. Dlatego z samego rana wysuszyliśmy namiot (wewnątrz igloo stworzyliśmy mikroklimat, dzięki czemu kropelki pary osiadły na ściankach materiału) i udaliśmy się zobaczyć Bratysławę, która dzień wcześniej broniła się przed nami. Zaparkowaliśmy w wąskiej uliczce, niedaleko zamku i poszliśmy do centrum. 

Zamek Bratysławski z daleka prezentuje się ładnie. Jego bryła góruje nad stolicą stanowiąc wizytówkę miasta. Jednak po zbliżeniu się dostrzegliśmy odnowiony i pomalowany na biało budynek. Budowla została wyremontowana, dzięki czemu nie czuje się ducha przeszłości, tylko ogromny wpływ nowoczesności. Natomiast wokół zamku rozciąga się bardzo ładna słowacko-austriacka panorama z widokiem na potężny Dunaj.

Poszliśmy w stronę centrum, bramy Michalskiej zakończonej wieżą, ratusza i zabytkowych budynków. Z daleka stolica prezentuje się ładnie, jednak po bliższym przyjrzeniu się, musimy przyznać, że miasto jest brudne, popisane i zaniedbane. Jednym słowem – brzydkie. Wszędzie zauważa się nieestetyczne graffiti, odpadający tynk i opuszczone budynki, a przecież jest to miasto stołeczne, które powinno błyszczeć, gdyż reprezentuje kraj. Pozytywnym akcentem stolicy, są rzeźby na które można natknąć się, podczas spaceru (czyt. przeciskając się przez tłum turystów). Tak więc, natknęliśmy się na Cumila – Podglądacza, ławeczkę z wojakiem czekającym na ukochaną, strażnika z brązu, kobietę z rozwianymi włosami oraz zdobione fontanny.

Podjechaliśmy zobaczyć ruiny zamku Devin, znajdujący się kilkanaście kilometrów od Bratysławy. Zapłaciliśmy 4€ od osoby za wstęp i udaliśmy się pooglądać zabytek. Tak jak przypuszczaliśmy, z daleka ruiny prezentują się ładnie, natomiast z bliska, stanowią stos kamieni z tabliczkami informującymi turystów o tym, co kiedyś znajdowało się w danym miejscu. Część budowli, jest nieudostępniona do zwiedzania. Natomiast jedynym plusem jest roztaczający się wokół piękny widok na rzekę i okolicę.

Po zejściu z zamku pojechaliśmy do Nitry. Jest to ładne, czyste i zadbane miasteczko, które prezentuje się bardzo dobrze. Eleganckie budynki, wybrukowane uliczki, fontanna i zamek są urocze. Opłata za wstęp na patio zamkowe jest zaskakująco niskie, jak na Słowację, ponieważ wynosi 0,30€ od osoby. Można by pomyśleć, że za tą cenę zobaczymy niewiele, ale czekała nas niespodzianka, w postaci odnowionego zamku, który stanowi siedzibę biskupstwa nitrzańskiego. Budowla powstała w XI wieku, w miejscu dużego słowiańskiego grodziska. Następnie była kilkukrotnie przebudowywana, a parę lat temu została odnowiona, co mogliśmy zobaczyć na wystawie dokumentującej zmiany jakie nastąpiły w ciągu ostatnich 10 lat.

Kolejnym miejscem w jakie się udaliśmy była Bańska Szczawnica. Mieści się tam kilka ładnych budynków, zamek (który był zamknięty), kościoły i kolumny przedstawiające chrześcijańskie postacie oraz klasztor wzniesiony na wzgórzu, będący wizytówką miasta. Obeszliśmy większą część niedużej miejscowości i stwierdziliśmy, że wyglądem przypomina polski Kazimierz – ma deptak (ukośny plac), kilkanaście ładnych budynków, kawiarenki, restauracje i jest zwyczajnie zwyczajna. Najciekawszy jest fakt, że na głównym, ukośnym placu stoi Kolumna Świętej Trójcy, która każdego roku przesuwa się o kilka centymetrów. Grawitacja działa, więc za parę lat nikt nie wie, gdzie konstrukcję poniesie.

Jadąc przed siebie dotarliśmy do Kremnicy. Miasteczko spodobało nam się już na pierwszy rzut oka. Mała, bardzo ładna, ustronna miejscowość posiada uroczy, ukośny rynek zbudowany na zboczu. W odległych czasach mieściła się tam kopalnia złota i srebra, a w XIV wieku powstała mennica królewska (najdłużej działająca na świecie), dzięki czemu miasto zaczęło się zaludniać, rozwijać i stało się sławne.

W miasteczku znajduje się także zamek, otoczony grubymi murami z bramą i trzema basztami, a na środku rynku postawiono kolumnę morową. Zauważyliśmy, że w wielu miejscowościach stawiane są barokowe kolumny, wzniesione na cokole. Są to takie wolno stojące konstrukcje architektoniczne, w kształcie słupa, obelisku czy piramidy. Owe kolumny ozdobione są licznymi figurami świętych i stawiane były przez ludność, jako wotum dziękczynne za wybawienie od panującej epidemii.

Dotarliśmy do Bańskiej Bystrzycy. Było już ciemno, więc poszliśmy na nocne zwiedzanie miasta. Mówi się o nim, że jest to najładniej położona miejscowość w kraju. Idąc w stronę Starego Miasta mijaliśmy ładnie podświetlone budynki, wolno spacerujących ludzi zagłębionych w rozmowę, albo w swoje myśli oraz licznych biegaczy, wyposażonych w mapy i latarki czołowe, uczestniczących w nocnym biegu na orientację. Minęliśmy także dwóch starszych panów jeżdżących po rynku na… hulajnodze. Być może zabrali zabawkę wnuczkowi i czekając na odpowiedni moment (kiedy położy się spać) postanowili się zabawić i odnaleźć w sobie cząstkę dziecka. Widok był zabawny.

Zaplanowaliśmy, że nocleg urządzimy sobie na campingu w Zvoleniu, który nie jest tak uroczy jak dopiero co zwiedzone miasteczko. Dlatego po krótkim spacerze pojechaliśmy się przespać, co nie odbyło się bez przygód.

Otóż, z powodu niepewnej pogody, wynajęliśmy domek, z ogólnym prysznicem (jak to na campingach bywa). Jednak strach było wejść do łazienki, ponieważ w każdej chwili tynk mógł nam spaść na głowę, a na ścianach można było policzyć warstwy farb. Dodatkowo wszędzie dało się zauważyć insekty. Natomiast w domku wszystko przesiąknięte było zapachem wilgoci i stęchlizny, a pościel wydawała się wilgotna. Po przesunięciu łóżka, Programista musiał pozbyć się niechcianego lokatora – ogromnego, czarnego, włochatego pająka (brrr…), aby móc spokojnie (?!) zasnąć w naszych śpiworkach. (W innym razie nocowałabym w samochodzie).

Warunki były okropne i za cenę 15€, chciałoby się otrzymać coś bardziej komfortowego niż zawilgocone pomieszczenia jeszcze z czasów PRLu. Dlatego szczerze odradzamy Autocamping Neresnica w Zvoleniu.

Podsumowując: Dzień obfitował w liczne wrażenia. Przejechaliśmy 430 km. mijając różne miejsca, oglądając zamki i miasteczka. Nocowaliśmy na dziwnym campingu, ale najważniejsze, że byliśmy razem, bo we dwójkę ze wszystkim sobie poradzimy 🙂

Dodaj komentarz