Mladá Boleslav i Mnichovo Hradiště

02.05.2014

Nadszedł kolejny dzień, ale dało się zauważyć jakąś zmianę. Wczoraj było tak ciepło, że ubieraliśmy cienkie koszulki, a dzisiaj termometr wskazywał 4 stopnie! Brrr… Stwierdziliśmy, że biorąc pod uwagę kaprys pogody, trzeba ewakuować się tam, gdzie jest ciepło, czyli najlepiej na południe. Dlatego ubrani jak niedźwiadki, pojechaliśmy do Mladá Boleslav w Czechach, gdzie mieści się muzeum Škody i gdzie termometr pokazywał 16 stopni na plusie. 

Programista już od dawna wspominał, że chce się tam wybrać, więc wspierając jego pasje do starych samochodów i pobudzając własną ciekawość – jakimi wehikułami poruszano się przed wiekami – bardzo chętnie się z nim wybrałam.

Zakupiliśmy bilety i ruszyliśmy oglądać stare samochody. Minęliśmy kilka egzemplarzy Škody i znaleźliśmy się przed ogromną półką, na której, pod sam sufit (jak w magazynie), poukładane były auta. Z dołu można zobaczyć co się znajduje na najniższych półkach, ale o egzemplarzach z samej góry można zapomnieć. Jak mamy dostać się na najwyższą kondygnację, żeby przyjrzeć się unikalnym modelom? Ktoś ma niezłe poczucie humoru…
Cóż, przekonaliśmy się po raz kolejny o tym, że Czechy to dziwny naród, z jeszcze dziwniejszymi pomysłami.

Pooglądaliśmy samochody znajdujące się na poziomie naszego wzrostu (najważniejsze, że można było z bliska zobaczyć motoryzacyjną miłość Programisty, czyli Škodę 110R), przyjrzeliśmy się chronologicznie ułożonym silnikom, rowerom i motorowerom oraz różnym zdjęciom umieszczonym na ścianach. Już mięliśmy wyjść, kiedy jeden z pracowników obsługi zaproponował bonusowe zwiedzanie depozytorium. Informacja ta nas bardzo ucieszyła, ponieważ liczba samochodów, które zobaczyliśmy do końca nie satysfakcjonowała Programisty.

Tak więc, zostaliśmy zaprowadzeni do osobnej hali, w której znajdują się prywatne samochody oddane na przechowanie muzeum. W depozytorium znajduje się sporo aut, z których większość stanowią prototypy, różniące się od tych produkowanych (np. mają silnik z przodu) lub w ogóle nie zostały dopuszczone do produkcji (np. Škoda Tudor).

W drodze powrotnej (czekało nas kolejne 100 km drogi), zatrzymaliśmy się w miejscowości Mnichovo Hradiště, gdzie wznosi się sporej wielkości pałac. Powstał on na przełomie XV/XVI wieku i należał do rodu Valdštejnów. W skład kompleksu pałacowego wchodzi pałac główny, teatr, stajnie, oranżerie, pawilon ogrodowy, a także klasztor kapucyński, kościół i kaplica.

Ogrody są zadbane, a budynki prezentują się dosyć ładnie, chociaż mogliby o nie bardziej zadbać, zamalowując odpryskującą farbę, ale nie będę się czepiać.

W drodze powrotnej przejeżdżaliśmy przez górzyste tereny i wioski, gdzie większa część trasy przypominała serpentyny, z obu stron porośnięte gęstym lasem, albo łąkami. W górach pogoda jest zmienna, co mogliśmy zaobserwować. W jednej chwili świeciło słońce, a kilometr dalej wjechaliśmy w tak gęstą mgłę, że trudno było cokolwiek dostrzec na odległość 20 metrów. W pewnym momencie zerwał się wiatr i przesuwał przed nami mgłę, jak jakąś zasłonę. Wrażenie niesamowite.

Podsumowując: Dzień spędziliśmy w cieple i w otoczeniu pięknych krajobrazów. Zwiedziliśmy muzeum motoryzacji i dobrze się bawiliśmy. Jednak porównując muzeum Tatry z muzeum Škody, to ten pierwszy ma o wiele więcej samochodów, które są udostępnione zwiedzającym w przemyślany sposób – wszystkie modele są dostępne do oglądania na wysokości zwiedzających, czego w muzeum Škody zabrakło.

Dodaj komentarz