Leśna, Zapusta, Proszówka, Złotniki Lubańskie

01.05.2014

Słonce obudziło nas, oświetlając wesoło pokój i zwiastując nowy, ciepły dzień. Dlatego tuż po śniadaniu wybraliśmy się zobaczyć główny cel naszej podróży, czyli zamek Czocha. Nasz pokój znajdował się zaledwie kilometr od zamku, więc uzbrojeni w aparat postanowiliśmy skorzystać z niesamowitej pogody i zrobić sobie spacer. (Co, jak się okazało, było jedną z mądrzejszych decyzji jaką podjęliśmy w ostatnim czasie). 

Pod zamkiem nie było wolnego miejsca do zaparkowania. Ciężko byłoby nawet wcisnąć zapałkę, ponieważ tłumy turystów postanowiły szturmem zdobyć warownię. Niestety liczba miejsc parkingowych jest ograniczona, więc aby zwiedzić budowlę, trzeba zostawić samochód w niedozwolonym miejscu, co wiąże się z otrzymaniem małej karteczki od panów policjantów.

Na zamek dotarliśmy w czasie wyjazdu „wojsk” niemieckich na pochód. Wielu ludzi poprzebieranych w wojenne mundury, przejeżdżało epokowymi pojazdami udając się na inscenizację jakiejś bitwy. Ciekawie było przenieść się na pięć minut do historii i na żywo zobaczyć inaczej wyglądające postacie.

Programista zrobił kilka zdjęć pojazdom, po czym udaliśmy się na dziedziniec. Tam czekała na nas ogromna kolejka ludzi, chcących kupić bilet wstępu, aby zwiedzić warownie. Jak się dowiedzieliśmy, nie wolno zwiedzać komnat na własną rękę i jeśli chce się wejść do środka trzeba zapisać się do grupy z przewodnikiem. Jednak musielibyśmy czekać minimum 2 godziny, aby wejść do środka, ponieważ grupy mają określoną ilość osób, dlatego podziękowaliśmy za oprowadzenie i kupiliśmy bilety tylko na dziedzińce. Szkoda, że wprowadzono taką dziwną politykę zwiedzania. W większości zamków można oglądać komnaty na własną rękę i ani eksponaty nie giną, ani turyści… A tutaj można wejść tylko z wykwalifikowanym przewodnikiem, i nie wolno publikować zdjęć, które się zrobi. Tak więc postanowiliśmy pooglądać zamek z zewnątrz, który na pierwszy rzut oka prezentuje się całkiem ładnie.

Zamek Czocha powstał z inicjatywy czeskiego króla Wacława I, w XIII wieku. Wzniesiony został jako twierdza obronna na wzgórzu nad rzeką Kwisa, ale będąc własnością różnych właścicieli był przebudowywany zgodnie z ówcześnie panującą modą. Następnie warownia uległa zniszczeniu w czasie pożaru w XVIII wieku i dopiero dzięki Ernestowi Gütschowi odzyskała swój obecny kształt. Jednak dalsze losy budowli były bardzo burzliwe, gdyż zamek był wielokrotnie okradany, dewastowany, a wiele mebli oraz cennych przedmiotów zniknęło. Obecnie zamek został odrestaurowany i przyciąga tłumy turystów.

Obeszliśmy dziedziniec, pospacerowaliśmy po ogrodzie, nacieszyliśmy się ładnym widokiem rzeki płynącej w dole między drzewami i obserwując, jak niebo z koloru błękitnego zmienia się na granatowe, postanowiliśmy pomału wracać.

Po przejściu burzy oraz przelotnego deszczu, znów się wypogodziło, więc postanowiliśmy wybrać się do kolejnego punktu, jakim jest zamek Rajsko, znajdujący się we wsi Zapusta.
W zacisznym miejscu, pośrodku lasu, nieopodal rzeki znajdują się niesamowite prywatne ruiny XIII-wiecznego zamku. Już z daleka robią wrażenie, ponieważ pomimo swojego wieku i przeznaczenia stanowią piękną klimatyczną rezydencję.

Po dojściu na miejsce, zastaliśmy zamkniętą bramę. Już myśleliśmy, że to koniec zwiedzania, kiedy niespodziewanie zostaliśmy wpuszczeni na teren posesji, aby móc przyjrzeć się budowli. W tym miejscu chcemy podziękować panu ochroniarzowi, który dzięki swojej życzliwości otworzył nam bramę i zaprowadził nas do jednej ze stylowo urządzonych komnat. Efekt jest niesamowity.

Zamek Rajsko umiejscowiony jest nad rzeką Kwisą i znajduje się po drugiej stronie jeziora Leśniańskiego (ze szczytu można dostrzec zamek Czocha). Pierwotnie powstał w XIII wieku jako jeden z obiektów chroniących granice księstwa. Niestety warownia została zniszczona i przez długie lata stanowiła romantyczną ruinę. Dopiero w XIX wieku hrabia Aleksandro von Minutoli, kupił budowlę i przebudował w stylu neogotyckim. Wewnątrz posiadłości umieścił bogatą kolekcję dzieł sztuki, które zaginęły po wojnie, a budowla ponownie popadła w ruinę. Obecnie prywatny zamek przeżywa swój renesans, ponieważ został odbudowany i prezentuje się rewelacyjnie.

Pojechaliśmy dalej. Kolejnym punktem wyprawy, był położony w Proszówce, zamek Gryf. Są to ruiny dawnej warowni, która stanowiła jeden z elementów systemu obronnego, umieszczonego nad Kwisą. Pierwotnie w miejscu obecnych ruin, znajdował się gród Borzan, w którego miejscu książę Konrad II wzniósł w XIII wieku zamek. Warownia przechodziła przez kolejnych właścicieli, była ulepszana i rozbudowana do czasu aż została zdobyta przez wojska pruskie i częściowo rozebrana na materiał budowlany. Do dzisiaj zachowały się jedynie ruiny dawnej potęgi, których właścicielem jest fundacja chrześcijańska.

Szczerze mówiąc zamek Gryf nie zrobił na nas dobrego wrażenia i w porównaniu z wcześniej odwiedzanymi warowniami wypada słabo, a nawet brzydko. Obeszliśmy wokół pozostałości budowli, zajrzeliśmy w każdy możliwy kąt, zrobiliśmy kilka pamiątkowych ujęć i wybraliśmy się dalej.

Idąc ścieżką, mijaliśmy spacerowiczów, rodziny z dziećmi poruszających się na gokartach, przechodziliśmy przez tunele wydrążone w skałach, a towarzyszył nam śpiew ptaków i szum drzew. Tak spacerując dotarliśmy do zapory i elektrowni wodnej na jeziorze Złotnickim. Zapora została zbudowana na początku XX wieku i ma 36 metrów wysokości, 168 metrów długości i 5 metrów grubości. Zbiornik wodny pełni rolę zbiornika retencyjnego i elektrowni, ale jak można zauważyć, przyciąga turystów, ponieważ stanowi ciekawe miejsce do odpoczynku.

Ostatnim punktem dnia była wieża szubieniczna w Złotnikach Lubańskich znajdująca się niedaleko zapory. Baszta powstała w XIII wieku i stanowi unikatowy zabytek, ponieważ niewiele wież szubienicznych zachowało się na świecie. Niestety wieża pierwotnie wyglądała inaczej, ponieważ miała kształt studni z podestem egzekucyjnym, na którym stracono kilku złodziei i morderców. Obecnie baszta nie jest autentyczna, ponieważ w latach ’70 przebudowano ją na kształt zamku, nadbudowując dwie granitowe kondygnacje oraz wieże z krętymi schodami i taras z wejściem.

Podsumowując: Sądziliśmy, że na zwiedzaniu zamku Czocha zejdzie nam większość dnia, a resztę czasu wykorzystamy na leniwy spacer po okolicy, ale okazało się, że jak zwykle plany się pozmieniały i mięliśmy okazję zobaczyć dużo więcej ciekawych miejsc. To był świetny dzień 😀

Dodaj komentarz