Mikołów i Tychy

27.04.2014

Nastała słoneczna niedziela. Od rana zastanawialiśmy się, gdzie się wybrać i nasz wybór padł na Mikołów – miejscowość znajdującą się w województwie śląskim, pomiędzy Gliwicami a Tychami. Miasto powstało w 1222 roku, a jego nazwa pochodzi od imienia Mikołaj (z języka ludowego Mikula) – jednak nie wiadomo czy od świętego czy od imienia jakiegoś dziedzica miasta. 

Po zaparkowaniu udaliśmy się w stronę rynku, na którym rozpoczynał się festyn. Wszędzie było mnóstwo rodzin z dziećmi (i niech mi nikt nie mówi, że w Polsce jest ujemny przyrost naturalny), kataryniarz grał znane wszystkim melodie, a ludzie wygrzewali się w słońcu.

Pogoda była idealna na spacer, dlatego przeszliśmy się po wąskich uliczkach, mijając zabytkowe kamienice, pomniki i zielone skwery oraz dziwną rzeźbę kobiety (długo zastanawialiśmy się, co artysta miał na myśli kiedy ją tworzył).

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Tychach – dużym mieście powstałym w XV wieku. Położenie miejscowości jest bardzo dobre, dlatego niektórzy nazywają je „sypialnią Śląska”. Wydaje mi się, że owa nazwa wiąże się z przeszłością, kiedy ludzie migrowali za pracą, a w okolicznych miastach było dużo pracy, ponieważ istniało wiele kopalń. (Współcześnie ludzie także migrują na dużą skalę, tylko z tą różnicą, że nie wewnątrz kraju, ale przede wszystkim, poza jego granice). Dzięki temu w Tychach powstało wiele nowych dzielnic i osiedli, których nazwy pochodzą od imion kobiet nadawanych według liter alfabetu.

Jakiś czas temu – kiedy było szaro i zimno – odwiedziliśmy Tychy, ale wtedy zajrzeliśmy tylko do centrum miasta po drodze mijając różne kamienice, fontanny, browar Tyski oraz przejeżdżając koło fabryki Fiata.

Tym razem urządziliśmy sobie spacer wokół jeziora Paprocańskiego. Jest to sztuczny zbiornik pełniący rolę retencyjną oraz rekreacyjną, o czym można było przekonać się na własne oczy. Mnóstwo ludzi przechadzało się po ścieżkach i molo, jedni żeglowali, inni rozsiedli się na ławkach czy kocach, a jeszcze inni jeździli na rowerach, spędzając czynnie czas. Każdy korzystał ze słońca: starsi, młodsi, zakochani, samotni czy rodziny z dziećmi, ponieważ nie wypada siedzieć w domu w tak piękną pogodę. Tak… czuć wiosnę w powietrzu.

Podsumowując: Nasza wycieczka była w większości spontaniczna. Odwiedziliśmy dwa ciekawe miasta i dobrze się bawiliśmy. Natomiast dużo słońca, długi spacer, dobre nastroje oraz miłość wisząca w powietrzu to niezwykłe połączenie i udany przepis na dobrze spędzony dzień. Polecamy każdemu 🙂

Dodaj komentarz