Opava, Kravaře i Velké Hoštice

01.03.2014

Nastała słoneczna sobota, więc postanowiliśmy wybrać się na przejażdżkę. Nasz wybór padł na czeską miejscowość, jaką jest Opava. Słyszeliśmy, że jest to jedno z ładniejszych miast leżących niedaleko granicy z Polską, dlatego pojechaliśmy sprawdzić to osobiście. 

Zanim dojechaliśmy do celu zatrzymaliśmy się w Kravaře (nazwa polska: Krawarz). Jest to małe miasteczko, w którym głównymi atrakcjami są pałac z polem golfowym i aquapark.
Pałac powstał z inicjatywy rodziny von Schlewitz, w XVI wieku. Jednak zachowany wygląd budowli nie jest oryginalny, ponieważ historia wskazuje na kilkukrotne przebudowy rezydencji, co wiąże się z przejmowaniem i rozbudową budynku przez kolejnych właścicieli. Obecnie w pałacu mieści się muzeum, podzielone tematycznie na dwa działy: pierwszy ukazuje życie szlachty i mieszkańców zamku, a drugi życie mieszkańców XIX wiecznej wsi.

Mięliśmy wrażenie, że już gdzieś widzieliśmy bardzo podobny pałac. Rezydencja swoim stylem, kolorystyką a nawet rozciągającym się wokół parkiem, (w którym znajduje się pole golfowe) przypomina pałac w Szylerzowicach, odległy zaledwie o 20 km. Widocznie inspirowano się tym samym pomysłem.

Wciąż spacerowaliśmy po parku obserwując spacerowiczów i graczy w golfa, kiedy zaczął wiać chłodny wiatr, a słońce schowało się za chmury. Na szczęście dla nas to nie przeszkoda, dlatego zasunęliśmy kurtki i udaliśmy się dalej.
Dotarliśmy do Opavy, miasta leżącego w regionie morawsko-śląskim i znajdującego się 35 km od przejścia granicznego w Chałupkach. Samochód zaparkowaliśmy tuż pod komisariatem policji (przynajmniej mięliśmy pewność, że zastaniemy nasz wehikuł w nienaruszonym stanie) i ruszyliśmy w miasto.

Spacerując przyglądaliśmy się ładnym, odnowionym i kolorowym kamienicom. Znaleźliśmy także wiele zabytkowych budynków, takich jak: Uniwersytet Ślaski, Teatr Śląski, Ślaskie Muzeum Ziemskie, Dom Sztuki, Kościół św. Wojciecha czy Teatr Lalek.

Natomiast na środku rynku napotkaliśmy rzeźbę, która pozwala popuścić wodze wyobraźni. Podobno artysta stworzył mrówkojada (ale chyba nie do końca mu wyszedł), ponieważ my zobaczyliśmy słonia z długą trąbą… A może o to właśnie chodzi, żeby każdy widział coś innego?

W mieście można zauważyć wiele elementów nawiązujących do greckiej mitologii i sztuki. Bardzo nam się spodobało owe nawiązanie, ponieważ gdzie nie spojrzeć, tam można napotkać rzeźby czy figury bóstw i bogiń, co nadaje ono miasteczku charakteru i niezwykłego klimatu.

Innym pozytywnym elementem miasteczka jest ścieżka rekreacyjna, którą można pospacerować, z dala od ruchliwej ulicy. Ścieżkę tworzą zielone skwery, porośnięte roślinnością, dzięki czemu przypomina krakowskie planty, z tym wyjątkiem, że jest dłuższa i nie czuć zapachu koni.

Dotarliśmy do parku, zwanego Ptasim Wzgórzem. Mieści się tam zabytkowy pawilon muzyczny i rozciąga się ładny widok na miasto. Natomiast idąc dalej naszym oczom ukazały się 3 masywne rzeźby ptaków i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ptaki… kręcą głowami. W pierwszym momencie pomyślałam, że coś ze mną jest nie w porządku i wzrok płata mi figle. Przecież to niemożliwe, żeby ludzkiego wzrostu rzeźby z brązu, same się poruszały. Na szczęście okazało się, że wszystkie ptaki obracają głowami i nie tylko ja to widzę. Uff…

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Velkich Hošticach (nazwa polska: Wielkie Hoszczyce), aby nadprogramowo zobaczyć barokowy pałac.
Budowla powstała na przełomie XV/XVI wieku i jest ładnie odrestaurowana. Natomiast w środku mieści się restauracja i hotel, a wokół rozciąga się XIX-wieczny park krajobrazowy.

Ciekawy jest fakt, że nieopodal pałacu znajduje się kościół św. Jana Chrzciciela, który jest pomalowany tak samo jak rezydencja. Na obu budowlach widnieje ten sam herb rodziny Chorynskich z Ledské, co oznacza, że właściciele musieli być bogatymi i szanowanymi ludźmi.

Ostatnim miejscem, w którym się zatrzymaliśmy był Dolní Benešov (nazwa polska: Beneszów Dolny), w którym natknęliśmy się na zbiornik wodny. Kiedy zbliżyliśmy się do brzegu, słońce wyszło zza chmur, oświetlając taflę jeziora swoimi promieniami, dzięki czemu miejsce nabrało uroku. Przeszliśmy wzdłuż linii brzegowej napotykając drobne zanieczyszczenia, (w końcu czasem się zdarza, że ryba śpi brzuchem do góry), ale to nas nie zniechęciło przed dalszym spacerem i zrobieniem kilku zdjęć.

Podsumowując: Udało nam się trochę pozwiedzać i dodać do kolekcji kolejne ciekawe miejsca i budowle. Naszym zdaniem Opava jest bardzo ładnym, czystym i zadbanym miastem z wieloma zielonymi parkami. Spacer w takim miejscu to sama przyjemność, dlatego czujemy, że jeszcze kiedyś tam wrócimy 🙂

Dodaj komentarz