Bohumin i Havířov

26.10.2013

Jesienna pogoda dopisuje i mobilizuje do wychodzenia z domu. Dlatego korzystając z jej uroków postanowiliśmy wybrać się do niedalekiego miasta, znajdującego się w Czechach, czyli do Bohumina (nazwa polska: Bogumin). Miejscowość graniczy z Polską, znajduje się w północnej części województwa morawsko-śląskiego i leży u zbiegu dwóch rzek: Olzy i Odry. 

Nasze kroki skierowaliśmy w stronę zabytkowego, XIX wiecznego dworca kolejowego, który został wyremontowany i prezentuje się bardzo ładnie. Spacerując przyglądaliśmy się przyjazdom i odjazdom pociągów.
Kolej w Czechach jest na lepszym poziomie niż w Polsce, gdzie pociągi wiecznie się spóźniają, większość dworców jest zdewastowanych i służy za noclegownie dla bezdomnych, natomiast wagony są przestarzałe i częściowo się rozpadają. Niestety bez gruntownego remontu lub jakiejkolwiek innej reanimacji sieci torów, można pomarzyć o nowoczesnych pociągach. W innym wypadku superszybkie pociągi będą osiągać prędkość 50km/h, ponieważ tory na więcej nie pozwolą.

Mijając kolorowe i zadbane kamienice, dotarliśmy na Plac Masaryka, przy którym znajduje się Urząd Miasta. Budynek urzędu zbudowany został w stylu gotyckim i niegdyś pomieszkiwał w nim Tomáš Masaryk – prezydent i „ojciec” niepodległej Czechosłowacji (odpowiednik polskiego Józefa Piłsudskiego).
Programista zrobił kilka zdjęć, przyjrzeliśmy się młodej parze i poszliśmy w stronę  parku.

Skoro byliśmy w Czechach postanowiliśmy zobaczyć miasteczko Havířov (Hawierzów), które Programista odwiedzał jako mały chłopiec. Miejscowość leży 10 km od granicy z Polską, na tzw. Zaolziu i przypomina polskie miasto Jastrzębie-Zdrój.
Po wojnie wybudowano tam osiedla robotnicze, do których wprowadzano mieszkańców pracujących w górnictwie oraz sprowadzano ludzi z całej Czechosłowacji. Obecnie centralne miejsce odgrywa centrum handlowe, wokół którego mieszczą się osiedla z blokami mieszkalnymi, a które poodgradzane są zielonymi skwerami i parkami, żeby rodziny z dziećmi mogły spędzać wolny czas lub wyprowadzać swoich czworonożnych pupili.

Przeszliśmy centrum, okoliczne osiedla oraz park i stwierdziliśmy, że miasto prezentuje się całkiem przyjaźnie. Jednak najdziwniejsze są nazwiska lub nazwy ulic pochodzące od nazwisk znanej osoby. Większość kończy się „-ova”. Spacerując natknęliśmy się na ulicę Beetovenovą, Chopinovą czy Mickiewiczovą. Wiele mogę zrozumieć, ale zobaczyć przekształcone nazwisko pisarki, na Rowlingova, przechodzi wszelkie granice. Niektórych nazwisk się nie odmienia, bo brzmią dziwacznie, ale Czesi tego chyba nie rozumieją.

Podsumowując: Było ciepło, zabawnie i wesoło. Pogoda dopisała, więc mogliśmy pospacerować, przyjrzeć się dwóm miasteczkom, które prezentują się ładnie i czysto oraz poobserwować Czechów, którzy stanowią specyficzny naród posługujący się śmiesznym językiem 🙂

Dodaj komentarz