Polska – Odrzykoń, Sanok, Zagórz, Solina

15.08.2013

Najwyższy czas zabawić się w podróżników! Dlatego po śniadaniu i porannej kawie, wyruszyliśmy na południe. Pierwszym celem wyprawy był Odrzykoń. Jest to wieś, w której znajdują się ładnie zachowane ruiny zamku Kamieniec, górujące nad miasteczkiem. Zamek powstał w 1348 roku, za panowania Kazimierza Wielkiego i miał funkcję obronną. Warownia wybudowana została w stylu gotyckim, następnie kilkukrotnie ją przebudowano, gdyż miała wielu właścicieli, ale ostatecznie została zniszczona podczas najazdu Szwedów i Rosjan. 

Po wejściu na zamek (wcześniej trzeba było zakupić bilety), weszliśmy do każdego możliwego pomieszczenia i dziury, sfotografowaliśmy każdą możliwą ścianę i rozciągające się wokół piękne widoki okolicy, po czym pojechaliśmy dalej.

Kolejnym przystankiem naszej podróży był Sanok. Miasteczko może pochwalić się średniowiecznym zamkiem, różowym ratuszem oraz ładnie wyglądającym klasztorem Franciszkanów.

Przeszliśmy stare miasto, lecz bardziej interesował nas zamek. Dlatego wchodząc na jego teren mięliśmy nadzieję zobaczyć jakiś dawny gród, albo przynajmniej coś bardziej zamkopodobnego, niż to, co dostrzegliśmy. Szczerze mówiąc zamek ma tyle wspólnego ze średniowieczem, co my z parą królewską. Ok, może powstał w XII wieku, ale wygląda bardzo współcześnie, gdyż przeszedł całkowitą renowację, restaurację i rewaloryzację, i dobudowano mu wieżę oraz południowe skrzydło. (Jak widać na przykładzie zamku w Sanoku, można wybudować zamek za pieniążki z unijnego funduszu).

W środku budynku, znajduje się muzeum, ale nie mięliśmy chęci zwiedzać od środka współczesnej budowli, dlatego mój Programista zrobił kilka zdjęć i pojechaliśmy dalej.

Dotarliśmy do Zagórza. Jest to niewielkie miasteczko z monumentalnymi ruinami klasztoru Karmelitów Bosych. Obiekt stanowi jeden z nielicznych, dobrze zachowanych, klasztorów warownych w Polsce i po układzie murów oraz zachowanych pomieszczeniach, można zobaczyć jak niegdyś mieszkali mnisi.

Chcąc dotrzeć do wspomnianego miejsca, trzeba przejść jakiś kilometr, drogą prowadzącą lekko pod górę. Jednak warto zrobić sobie taki spacer, ponieważ towarzyszące nam widoki są piękne, a ruiny robią niesamowite wrażenie!

Klasztor powstał w XVIII wieku, lecz został zniszczony przez pożar. Obecnie trwają prace renowacyjne, aby ruiny nie zagrażały turystom, gdyż raz do roku, w czerwcu, na polanie odbywa się msza.

Z klasztorem wiąże się legenda, mówiąca o duchu rycerza w zbroi, ukazującego się na murach budowli w towarzystwie widma zakonnika, który na polecenie władz austriackich podpalił klasztor i pokutuje za swoje winy. Niestety nie mogliśmy przekonać się czy jest to prawda, ponieważ do nocy pozostało jeszcze dużo czasu, a chcieliśmy zobaczyć kolejne miejsca.

Po pewnym czasie dotarliśmy nad Solinę. Znaleźliśmy miejsce na campingu „Brzoza”, gdzie zabraliśmy się za rozbijanie namiotu. Rozstawienie igloo zajmuje nam jakieś 5 minut, gdyż doszliśmy do niezłej wprawy. Natomiast nasze posłanie (jak na warunki biwakowe) jest iście królewskie, ponieważ mamy: koce, karimaty, śpiwory i poduszki. Więc nie można narzekać.

Po rozstawieniu noclegu, chwilę odpoczywaliśmy i obserwowaliśmy ciekawe socjologiczne zjawisko, z którego mięliśmy niezły ubaw. Grupa dzieciaków starała się rozłożyć 2 małe namioty. Chłopaki, chcieli zaimponować dziewczynom i udowodnić za wszelką cenę, że nie potrzebują niczyjej pomocy i ze wszystkim poradzą sobie sami. Cóż, biedne dzieciaki, żyły w błędnym przekonaniu, ponieważ po 30 minutach walki i kombinowania poddali się i poprosili o pomoc sąsiadów. Okazało się, że ich namioty można postawić w 5 minut, ale oni, swoją pokrętną filozofią, zabrali się za jego rozkładanie od końca (pomimo posiadania instrukcji obsługi). Cóż, nie każdy posiada umiejętność czytania obrazków ze zrozumieniem…

Pozostawiliśmy srebrnego rumaka na polanie i żwawym krokiem poszliśmy na zaporę (chyba najbardziej oblegane miejsce nad zalewem). Chciałam pokazać Programiście urok i niezwykłość zalewu otoczonego lasami i ładnymi, cichymi zakątkami, gdyż byłam nad Soliną parę lat temu i miejsce to zapamiętałam zupełnie inaczej.

Obecnie, postawiono na komercję, konsumpcję i brak możliwości prawdziwego odpoczynku. Natomiast to, co zobaczyliśmy, zniechęciło nas do dłuższego przebywania w tym miejscu, ponieważ z każdej strony otaczały nas tłumy turystów (zupełnie jakby to było jedyne miejsce wypoczynkowe na Ziemi), zaatakowały kolorowe stragany z pamiątkami, różnego rodzaju budki z jedzeniem oraz karuzele dla dzieci i wszechobecny hałas. Gdzie jest spokój i urok tego miejsca? Zauważyliśmy, że wszystko tam straciło ducha wędrówki, a liczą się tylko pieniążki turystów… A przecież to tylko duży murek z odrobiną wody 😛

Pospacerowaliśmy trochę, lecz, gdy spacer zamienił się w slalom z przeszkodami, w postaci wczasowiczów, postanowiliśmy wrócić do namiotu i z samego rana, czym prędzej wybrać się w dalszą drogę. Plan objazdu zalewu, wzdłuż południowego brzegu, został przełożony na następną epokę, ponieważ po tym, co zobaczyliśmy, nie mięliśmy ochoty przepychać się z turystami.

Podsumowując: Przejechaliśmy jakieś 130 km. Pogoda nam dopisała, humory również. Zwiedzone ruiny wywarły pozytywne wrażenie, natomiast Solina jest przereklamowana. Tak więc, bilans zysków i strat minionego dnia wychodzi na zero. To był dobry dzień!

Dodaj komentarz