Polska – Krupe, Bychawa, Lublin, Radzyń Podlaski, Biała Podlaska, Siemiatycze

17.08.2013

Wstaliśmy dosyć wcześnie. Zauważyłam, że podczas podróży nie mamy problemów ze wstawaniem około godziny 7.00 – 8.00 i czuć się wypoczętymi. Zresztą nasi niemieccy sąsiedzi też już nie spali… Znów mięliśmy możliwość przyjrzeć się osobliwemu przypadkowi, a dokładnie niemieckiej rodzinie z dzieckiem. Otóż, mały Adolf (tak go nazwaliśmy) terroryzował swoją rodzinę i najbliższą okolicę. Chłopiec wrzeszczał (nie krzyczał, tylko wydzierał się wniebogłosy), od samego rana z byle powodu. Wieczorem również krzyczał, jak rodzice wołali go do kąpieli, (na szczęście większość wieczoru spędziliśmy na zwiedzaniu, więc nie słyszeliśmy całego repertuaru). Od rana znów dał popis. Nie chciał jeść – krzyczał, zabrano mu rowerek – krzyczał głośniej, zawołano go z huśtawek – krzyczał, tupał, płakał. Ot, idealny przykład małego terrorysty, który wymusza to co chce krzykiem, a rodzice (w imię bezstresowego wychowania) mu ulegają. Taka moda wychowania przyszła z zachodu i nic dobrego nie wniosła, wręcz odwrotnie, jest złem, umożliwiającym wychowanie małych bandytów… 

Zjedliśmy śniadanko, szybko spakowaliśmy manatki do samochodu i czym prędzej oddaliliśmy się od terroru małego Adolfa. (Dobrze, że chociaż noc była wolna od jego wrzasków).

Pierwszym przystankiem podróży było Krupe, a dokładnie ruiny zamku. Nie trudno je znaleźć i musimy przyznać, że warto je zobaczyć. Gdyby nie wandale, którzy pomazali mury sprayem, ruiny byłyby jeszcze ładniejsze. A tak, mamy ścianę popisaną bazgrołami. (Nawiasem, wpadłam na genialny pomysł, że jakbym była burmistrzem jakiegoś miasteczka, to złapany wandal musiałby zlizać swój napis z murów. Przynajmniej byłaby pewność, że nie zrobi tego ponownie. Natomiast nie byłoby trudno stwierdzić kto to zrobił, bo umieściłoby się kamery i szybko znalazło sprawcę – a speca od sprzętu już mam :P).
Ale wracając do ruin, robią spore wrażenie.

Ruiny pochodzą z XVI wieku i kiedyś stanowiły obronną rezydencję zamkową. Jednak została ona zniszczona przez najazd Chmielnickiego, Tatarów, a następnie przez potop Szwedzki. Zdewastowano ją do tego stopnia, że odbudowanie zamku przez kolejnych właścicieli nie było już możliwe. A szkoda… Z pozostałości można stwierdzić, że budowla była bardzo duża i miała sporo pomieszczeń. Obecnie można przejść się po murach, przyjrzeć się ścianom zamku właściwego, fragmentom północnej bastei i fosom.

Zbadaliśmy każde możliwe miejsce, weszliśmy (tzn. ja) do tunelu, rozejrzeliśmy się po okolicy, dostrzegając żmije, przywitaliśmy się z mężczyzną pasącym kozy, zrobiliśmy zdjęcia i wróciliśmy do samochodu, aby jechać dalej.

Następnie wybraliśmy się do Bychawy, gdzie znaleźliśmy pozostałości po tamtejszym zamku. Niestety z ruin zbyt wiele nie pozostało, ponieważ są zdewastowane, popisane i jakieś takie biedne. Plusem tego miejsca jest duże jezioro, nad którym można odpocząć łowiąc ryby, pływając łódką lub wpław.

Obraliśmy kierunek na Lublin, po drodze mijając piękne krajobrazy. Wschód Polski żyje chyba tylko z rolnictwa i hodowli krów, ponieważ gdzie się nie obejrzeliśmy tam rozciągały się pola, łąki, sady, plantacje malin, chmielu, kukurydzy czy pastwiska z krowami. Natomiast brakuje jakiegokolwiek widocznego przemysłu…

Dotarliśmy do Lublina – największego miasta w Polsce na wschód od Wisły – i udało nam się zaparkować prawie pod samym wzgórzem zamkowym. Nie musieliśmy zaznajamiać się ze słupem żywiącym się monetami, zwanym parkomatem, ponieważ w sobotę można parkować za darmo. Zadowoleni skierowaliśmy nasze kroki w stronę zamku, lecz pierwsze co dostrzegliśmy, to rzekę ludzi. Okazało się, że trafiliśmy na coroczny Jarmark Jagielloński, na który zjeżdżają ludzie z kraju oraz z sąsiednich państw. Cóż, już nie raz mieliśmy do czynienia z tłumem. Lecz lepiej się zwiedza, jak nie jest się trącanym z każdej strony przez innych turystów.

W planach mięliśmy znaleźć Zamek Lubelski, Bramę Krakowską oraz basztę, która okazała się Kaplicą Zamkową.

Zamek powstał w XII wieku i był wielokrotnie przebudowywany. Pełnił różne funkcje, od siedziby ważnych osobistości, przez więzienie kryminalne, carskie, karno-śledcze, aż po siedzibę Muzeum Lubelskiego – którym jest do chwili obecnej. Weszliśmy na plac zamkowy, przyjrzeliśmy się dziwnym dziełom sztuki, stworzonym przez jakiegoś natchnionego artystę, z czego zbyt wiele nie zrozumieliśmy. (Oj, nie zrobią z nas koneserów sztuki współczesnej). Następnie Programista zrobił parę zdjęć i poszliśmy dalej.

Przez chwilę mięliśmy wrażenie, że jesteśmy niesieni przez tłum w stronę Starego Miasta, lecz po chwili udało się nam zejść na boczny tor i poszliśmy pod prąd. Po drodze mogliśmy zobaczyć stare kamienice, liczne rozstawione stragany czy kolorowo poprzebieranych ludzi. Zjedliśmy, jak głosił napis: „Najlepsze włoskie lody w mieście”, przyjrzeliśmy się elegancko wyglądającym hotelom i wróciliśmy do samochodu.

Kolejnym przystankiem podróży był Radzyń Podlaski. W miasteczku znaleźliśmy pałac, który powstał w XVIII wieku. Pałac jest odnowiony, ponieważ przeszedł gruntowny remont w latach ’80 XX wieku. Oczywiście wandale znajdą się wszędzie i nie oszczędzą nawet ładnego zabytku…

Pałac był zamknięty do zwiedzania, ponieważ znajduje się w nim szkołą muzyczna, jakieś inne instytuty i informacja turystyczna, więc tylko przeszliśmy się wokół niego, zrobiliśmy kilka zdjęć i udaliśmy się dalej.

Dotarliśmy do Białej Podlaskiej, gdzie znaleźliśmy zespół pałacowo-parkowy Radziwiłłów. Jest to kilka ładnych budynków, w których mieszczą się biblioteka i muzeum, a park i pozostałe budynki są remontowane – jak wszystko w Polsce. Odnosimy wrażenie, że cała Polska jest w budowie. To jeden wielki teren budowy, którego końca nie widać.

Następnym punktem podróży były Siemiatycze, gdzie jedynymi pozostałościami po pałacu Anny Jabłonowskiej (z rodu Sapiehów) są oranżeria i dwa sfinksy, będące częścią dawnej bramy wjazdowej. Po chwili poszukiwań udało nam się znaleźć rzeczone sfinksy. Przedstawiają one postać pół kobiety, pół lwa. Podobno księżna zażyczyła sobie, żeby posągi miały jej rysy twarzy. Czyżby szła za przykładem kultury egipskiej?

Postanowiliśmy poszukać noclegu. Jednak, jak się okazało, najbliższy camping znajdował się w Białowieży, do której prowadziła 85-kilometrowa trasa. Tak, więc czekała nas jeszcze długa droga. Jednak udało się. Dotarliśmy do Białowieży jeszcze tego samego dnia. Następnie znaleźliśmy camping „Bierożka”, rozbiliśmy namiot i… niezbyt długo musieliśmy czekać na sen.

Podsumowując: Dzień był ciepły i bardzo słoneczny. Przejechaliśmy jakieś 415 km. Zwiedziliśmy sporo ciekawych miejsc, z czego najbardziej mnie spodobały się ruiny zamku w Krupem, natomiast Programistę najbardziej urzekł Lublin. To był dzień pełen wrażeń! 🙂

Dodaj komentarz