Krupe, Bychawa, Lublin, Radzyń Podlaski, Biała Podlaska, Siemiatycze

Wypoczęliśmy i wstaliśmy dosyć wcześnie. Nasi sąsiedzi też już nie spali. Znowu mięliśmy możliwość przyjrzeć się osobliwemu przypadkowi, a dokładnie niemieckiej rodzinie z dzieckiem. Otóż, mały Adolf (tak go nazwaliśmy) terroryzował swoją rodzinę i najbliższą okolicę. Chłopiec od samego rana wrzeszczał i wydzierał się z byle powodu. Wieczorem krzyczał i prostestował, gdy rodzice wołali go do kąpieli. (Na szczęście większość wieczoru spędziliśmy na zwiedzaniu, więc nie słyszeliśmy całego repertuaru). Od rana znów dał popis. Nie chciał jeść – krzyczał, zabrano mu rowerek – krzyczał głośniej, zawołano go z huśtawek – krzyczał, tupał, płakał. W pierwszej chwili przeszło mi przez myśl, że może to jakaś niepełnosprawność albo zaburzenie wymusza na chłopcu ten krzyk, ale nie. Chłopak był cwany i winni jego zachowania są rodzice. Idealny przykład małego terrorysty, który wymusza to, co chce (i czego nie chce), a rodzice dla świętego spokoju mu ulegają. To idealny przykład bezstresowego wychowania, które przyszło z zachodu i jest złe, gdyż umożliwia wychowanie narcystycznych dzieci, bez zasad. Ale nie wszyscy to rozumieją.

Zjedliśmy śniadanko, szybko spakowaliśmy bagaże do samochodu i czym prędzej oddaliliśmy się od terroru małego Adolfa. (Dobrze, że noc była wolna od jego wrzasków).

Pierwszym przystankiem podróży było Krupe, a dokładnie ruiny zamku, które warto zobaczyć. Gdyby nie wandale, którzy pomazali mury sprayem, ruiny byłyby jeszcze ładniejsze. A tak, mamy ścianę popisaną bazgrołami. (Jakby każdy wandal musiał posprzątać po sobie – zdrapać, zamalować lub zlizać swój napis z murów, w asyście policji, a jego zdjęcie zostałoby umieszczone na stronie miasta, to byłaby pewność, że nie zrobi tego ponownie. W końcu nie jest trudno stwierdzić kto to zrobił, bo kamery można umieścić wszędzie).

Ruiny robią duże wrażenie. Pochodzą z XVI wieku i kiedyś stanowiły obronną rezydencję zamkową. Zamek został zniszczony przez najazd Chmielnickiego, Tatarów, a następnie przez potop Szwedzki. Zdewastowano go do tego stopnia, że odbudowanie posiadłości przez kolejnych właścicieli nie było już możliwe. Z pozostałości można stwierdzić, że budowla była bardzo duża i miała sporo pomieszczeń. Obecnie można przejść się po murach, przyjrzeć się ścianom zamku właściwego, fragmentom północnej bastei i fosom.

Zbadaliśmy każde możliwe miejsce, weszliśmy (tzn. ja) do tunelu, rozejrzeliśmy się po okolicy, dostrzegając żmije, przywitaliśmy się z mężczyzną pasącym kozy, zrobiliśmy zdjęcia i wróciliśmy do samochodu, aby jechać dalej.

Następnie wybraliśmy się do Bychawy, gdzie znaleźliśmy pozostałości po tamtejszym zamku. Niestety z ruin zbyt wiele nie pozostało, ponieważ są zdewastowane, popisane i jakieś takie biedne. Plusem tego miejsca jest duże jezioro, nad którym można odpocząć łowiąc ryby, pływając łódką lub wpław.

Jadąc przed siebie mijaliśmy piękne krajobrazy. Wschód Polski żyje chyba tylko z rolnictwa i hodowli krów, ponieważ gdzie się nie obejrzeliśmy tam rozciągały się pola, łąki, sady, plantacje malin, chmielu, kukurydzy czy pastwiska z krowami. Natomiast brakuje widocznego przemysłu.

Dotarliśmy do Lublina – największego miasta w Polsce na wschód od Wisły – i udało nam się zaparkować prawie pod samym wzgórzem zamkowym. Nie musieliśmy zaznajamiać się ze słupem żywiącym się monetami, zwanym parkomatem, ponieważ w sobotę można parkować za darmo. Zadowoleni skierowaliśmy kroki w stronę zamku, lecz pierwsze co dostrzegliśmy, to rzekę ludzi. Okazało się, że trafiliśmy na coroczny Jarmark Jagielloński, na który zjeżdżają ludzie z kraju oraz z sąsiednich państw. Cóż, już nie raz mieliśmy do czynienia z tłumem. Zdecydowanie lepiej się zwiedza, jak nie jest się trącanym z każdej strony przez innych turystów, ale nie mieliśmy na to wpływu. Chcieliśmy zobaczyć Zamek Lubelski, Bramę Krakowską oraz basztę, która okazała się Kaplicą Zamkową.

Zamek powstał w XII wieku i był wielokrotnie przebudowywany. Pełnił różne funkcje, od siedziby ważnych osobistości, przez więzienie kryminalne, carskie, karno-śledcze, aż po siedzibę Muzeum Lubelskiego – którym jest do chwili obecnej. Weszliśmy na plac zamkowy, przyjrzeliśmy się dziwnym dziełom sztuki, stworzonym przez jakiegoś natchnionego artystę, z czego zbyt wiele nie zrozumieliśmy. (Oj, nie zrobią z nas koneserów sztuki współczesnej).

Przez chwilę mięliśmy wrażenie, że jesteśmy niesieni przez tłum w stronę Starego Miasta, lecz po chwili udało się nam zejść na boczny tor i poszliśmy pod prąd. Po drodze mogliśmy zobaczyć stare kamienice, liczne stragany czy kolorowo poprzebieranych ludzi. Zjedliśmy, jak głosił napis: „Najlepsze włoskie lody w mieście”, przyjrzeliśmy się elegancko wyglądającym hotelom i uznaliśmy, że przyjedziemy zobaczyć miasto, jak będzie mniej ludzi.

Kolejnym przystankiem podróży był Radzyń Podlaski. W miasteczku znaleźliśmy pałac, który powstał w XVIII wieku. Pałac przeszedł gruntowny remont w latach ’80 XX wieku i znajduje się w nim szkoła muzyczna, jakieś instytuty i informacja turystyczna. Skoro budowli nie można zwiedzić to pospacerowaliśmy wokół niej, robiąc kilka ładnych zdjęć.

Dotarliśmy do Białej Podlaskiej, gdzie znaleźliśmy zespół pałacowo-parkowy Radziwiłłów. Jest to kilka ładnych budynków, w których mieszczą się biblioteka i muzeum, a park i pozostałe budynki są remontowane. Odnosimy wrażenie, że cała Polska to jeden wielki teren budowy.

Wybraliśmy się to miejscowości Siemiatycze. Znajdują się tam jedyne pozostałości po pałacu Anny Jabłonowskiej (z rodu Sapiehów), czyli oranżeria i dwa sfinksy, będące częścią dawnej bramy wjazdowej. Po chwili poszukiwań udało nam się znaleźć rzeczone sfinksy. Przedstawiają one postać pół kobiety, pół lwa. Podobno księżna zażyczyła sobie, żeby posągi miały jej rysy twarzy. Czyżby fascynowała się kulturą egipską?

Postanowiliśmy poszukać noclegu. Okazało się, że najbliższy camping znajduje się w Białowieży, do której prowadziła 85-kilometrowa trasa. Tak, więc czekała nas jeszcze długa droga. Na miejscu znaleźliśmy camping „Bierożka”, rozbiliśmy namiot i niezbyt długo musieliśmy czekać na sen.

Podsumowując: Dzień był ciepły i bardzo słoneczny. Przejechaliśmy 415 km. Zwiedziliśmy sporo ciekawych miejsc, z czego najbardziej spodobały mi się ruiny zamku w Krupem, natomiast Programistę urzekł Lublin. To był dzień pełen wrażeń!

17.08.2013

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. 2018/08/24

    […] się dalej. Do kolejnego celu, czyli do Lublina. W mieście mięliśmy okazję już być. Ostatnim razem nie zdążyliśmy zobaczyć Lublina w […]

Dodaj komentarz