Ostrava – ZOO

06.07.2013

Nastała słoneczny dzień, więc postanowiliśmy wybrać się do ZOO w Ostravie. Jest to czeskie miasto leżące na terenie Bramy Morawskiej, niedaleko granicy z Polską. Wyjazd ten zaplanowany był już dawno, ale za każdym razem pogoda psuła nam szyki. Jednak tym razem udało się nam złapać słońce za promienie i utrzymać do wieczora, także mogliśmy spokojnie przyjrzeć się wszystkim zwierzętom. 

Korony zakupiliśmy już wcześniej, żeby po drodze nie szukać kantoru. Natomiast po dotarciu na miejsce musieliśmy znaleźć jakieś miejsce do zaparkowania. Niestety na 3 duże parkingi, znajdujące się niedaleko zoo, jeden był zamknięty, a pozostałe były tak zapełnione, że z biedą postawiłoby się rower. Dodatkowo stworzyła się długaśna kolejka kierowców, czekających na zwolnienie się jakiegokolwiek miejsca, dlatego poszukaliśmy miejsca parkingowego w innym miejscu. Udało nam się zaparkować pod blokiem, na bliżej nieokreślonym osiedlu. Natomiast idąc w stronę bramy wejściowej zoo, z politowaniem spoglądaliśmy na kierowców starających się siłą woli zwolnić miejsce parkingowe. Widać, że nie wszyscy potrafią logicznie podejść do tematu…

Po zakupieniu biletów rozpoczęliśmy wędrówkę. W zoo jest wiele gatunków zwierząt i aby przejść cały jego teren oraz zobaczyć każde zwierzę, należy poświęcić parę godzin. Przejście całego parku zajęło nam jakieś 3 godziny. Szliśmy krokiem spacerowym, nie spiesząc się, ponieważ warto przyjrzeć się dzikiej przyrodzie, choćby tylko przez kraty klatek. Natomiast jeśli idzie się z dziećmi, trzeba zarezerwować sobie większość dnia, ponieważ na każdym kroku znajdują się place zabaw, pełne różnorodnych huśtawek czy zjeżdżalni oraz miejsca, w których można głaskać zwierzęta.

Spacerując po parku mogliśmy zaobserwować lwa, który wydawał dźwięki jak stary diesel. Obserwowaliśmy kąpiel słoni, które uwielbiają wodę, dzikie koty poirytowane obecnością ludzi, zwierzęta hodowlane, które garną do ludzi, żeby wyłudzić jakiś smakołyk, osła gryzącego kuca, oraz innego, który chciał zjeść moje kwiatki na butach oraz wiele innych rodzajów zwierząt, które można zobaczyć w programach przyrodniczych albo w atlasach ze zwierzętami.

Trafiliśmy także na czas karmienia drapieżnych ptaków, co nie jest najprzyjemniejsze dla oka, ponieważ podaje im się małe kurczaki, które są konsumowane na oczach zwiedzających. Najgorzej jeśli widzą to dzieci, ponieważ nie jest łatwo wytłumaczyć, że większy ptak zjadł mniejszego, aby zaspokoić głód, gdyż jest drapieżnikiem. Dla dziecka taki widok jest zbyt brutalny.

Jednak w parku najfajniejsze jest to, że klatki zwierząt nie są uciśnięte jedna koło drugiej, tylko zwierzęta mają dosyć dużo miejsca i swobody, by móc się poruszać i nie sprawiać wrażenia stłamszonych brakiem przestrzeni.

Natomiast przy każdej klatce oraz wybiegu, znajduje się opis zwierzęcia w 4 językach: czeskim, polskim, angielskim i… braille’a. Rozumiem, że w ten sposób park wspiera niepełnosprawnych, ale po co zabierać niewidomego do zoo, kiedy nie może on zobaczyć żadnych zwierząt? Chyba nie trafili z tym pomysłem…

Mój Programista zrobił mnóstwo zdjęć i wpadł na iście genialny pomysł, aby spytać czy nie ma wolnych wakatów, bo bardzo chętnie wcieliłby się w rolę jakiegoś zwierzęcia, aby całymi dniami móc spać lub odpoczywać i być dokarmianym przez ludzi. Na szczęście pomogłam mu się rozmyślić 😛

Podsumowując: W ZOO było mnóstwo ludzi, ale temu się nie dziwię. Jest to świetne miejsce dla każdego, a przede wszystkim dla rodzin z dziećmi. Natomiast to, co nam się nie podoba, to to, że na każdym kroku rozstawione są kramy ze słodyczami, pamiątkami czy zabawkami. Rozumiem, że podczas tak długiego spaceru można zgłodnieć, ale w parku zoologicznym priorytetem powinny być zwierzęta a nie przemysł konsumpcyjny. Widać, że wszędzie chcą zarobić, ale pomimo tego, to był przyjemny edukacyjny „spacerek” 🙂

Dodaj komentarz