Pszczyna

3.05.2013

Nastał długi weekend majowy, a tu leje, wieje, burzy się i chmurzy. Pogoda spłatała niezłego psikusa i zaczęła kaprysić, nie zachęcając do aktywnych spacerów w lekkich ubraniach. Niestety wszystkie plany, jakie chcieliśmy zrealizować, zostały brutalnie sprowadzone na ziemię, więc postawiliśmy na improwizację (a to wychodzi nam najlepiej) i wybraliśmy się zwiedzić zamek w Pszczynie. W samym miasteczku byliśmy już wiele razy, spacerowaliśmy po parku zamkowym, byliśmy w zagrodzie żubrów, przeszliśmy Stare Miasto, ale nigdy nie weszliśmy na zamek. Tak, więc nadarzyła się ku temu idealna okazja. 

Po zakupie biletów nakazano nam włożyć kapcie zamkowe, aby nie porysować posadzki. Nigdy z czymś takim się nie spotkaliśmy, ale zawsze to jakiś sposób na zaoszczędzenie sobie pracy i darmowe froterowanie podłogi przez zwiedzających… Z pewnością to niezły pomysł, ponieważ, jak się okazało, nie byliśmy jedynymi, którzy wpadli na pomysł zajrzenia do zamku. Ale pomimo wielu zwiedzających zobaczyliśmy ciekawie urządzone komnaty pełne historii.

Początki zamku sięgają I połowy XV wieku, a sam obiekt posiada bogatą historię, związaną z licznymi najazdami, przebudowami, łowami, wystawnymi ucztami czy balami. Ciekawe jest, że pomimo licznych bitew, walk czy wojen do dnia dzisiejszego zachowało się około 80% oryginalnego wyposażenia wnętrz, natomiast dzięki renowacji odkryto oryginalne kolory i złocenia, dzięki czemu przywrócono komnatom ich dawny blask.

Komnaty udostępnione zwiedzającym są urządzone zgodnie z panującym ówcześnie stylem i przeznaczeniem. Gabinety, sypialnie, pokoje dzienne, salony, pokoje myśliwskie, jadalnia czy komnata lustrzana ukazują elegancję, przepych i bogactwo, w jakim żyły elity. Jednak najciekawsze jest to, że wszędzie wiszą lustra – małe, duże, ogromne, bogato zdobione, kryształowe lustra można znaleźć na każdym kroku. Jak się okazało, w pszczyńskim zamku znajdują się największe kryształowe lustra w Europie. Dwie tafle zawieszone w Komnacie lustrzanej, mają po 14 metrów kwadratowych. Są piękne, tylko należy zadać pytanie: Kto i w jaki sposób je czyści? 😀

Oprócz wielu plusów dotyczących wyglądu zamku, muszą znaleźć się jakieś minusy. I do nich z całą pewnością zaliczam ilość poroży jeleni i innych biednych zwierząt zdobiących wnętrze zwiedzanego przez nas budynku. Trofea myśliwskie prześladują zwiedzających na każdym kroku (na korytarzach, w gabinecie księcia, w przedpokojach), a w salonie myśliwskim uderzają z taką mocą, że wchodząc do środka czułam się przytłoczona ich ilością. Zupełnie jakbyśmy przenieśli się na jakieś cmentarzysko zwierząt, po których zostały już same szkielety… Widać że mieszkańcy byli zapalonymi myśliwymi i obnosili się ze swoimi zdobyczami jak z jakimś arcydziełem sztuki.

Po przejściu wyznaczonych komnat, sprawdzeniu czy można otworzyć zamknięte drzwi i zrobieniu wielu zdjęć eksponatom, udaliśmy się do podziemi, czyli do Zbrojowni. Znajduje się tam, różnorodna broń z kilku epok historycznych (od dzid, przez szable, sztucery, po armaty i karabiny maszynowe używane podczas I wojny światowej) oraz liczne zbroje. Odniosłam wrażenie, że Zbrojownia stanowi jakąś wypożyczalnie rekwizytów do filmów historycznych, bo bez problemu uzbroiłaby mały oddział.

Podsumowując: Zamek położony jest w bardzo ładnym otoczeniu, idealnym na romantyczne spacery, albo spędzenie niedzielnego popołudnia na wolnym powietrzu. Z całą pewnością warto go zwiedzić, aby zobaczyć w jakich warunkach mieszkali członkowie wyższych sfer i aby skonfrontować historyczny wystrój z obecnie panującymi trendami i stylami urządzania wnętrz 🙂

Dodaj komentarz