Morsko, Żarki, Olsztyn

23.03.2013

Patrzymy za okno i nie dowierzamy własnym oczom. Słońce wesoło świeci na niebieskim niebie, na którym nie ma ani jednej chmurki. Pomyśleć by można, że nadeszła wiosna, gdyby nie fakt, że wszędzie było biało, a temperatura wskazywała -10 st. Ale nawet zimowy krajobraz nie zepsuje nam dobrego humoru, ani ochoty do zwiedzania i przeżycia jakiejś przygody. 

Pierwszym celem, w owym słonecznym dniu, był zamek Bąkowiec w Morsku. Dojechać do niego nie było tak łatwo jak się nam wydawało, lecz po zweryfikowaniu trasy przez miłego pana, przemierzając drogi pokryte dziurami, dotarliśmy na miejsce. Zamek jak i okolica, pomimo roztaczającego się wokół ośrodka rekreacyjno-wypoczynkowego i pięknych zimowych widoków, wyglądał na opuszczony. Dookoła nie spotkaliśmy żywej duszy. Ale jesteśmy przekonania, że im mniej turystów, tym lepiej i ciekawiej się zwiedza.

Zamek Bąkowiec został zbudowany na przełomie XV i XVI wieku i jest jednym ze średniowiecznych zamków i strażnic na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej. Wznosi się na skale i legenda głosi, że bogaty właściciel wyruszył na wyprawę wojenną i nigdy już nie wrócił, lecz gdzieś w zamku zostawił ogromny skarb, który do dnia dzisiejszego nie został odnaleziony. Tak, więc może komuś się poszczęści i odnajdzie majątek. Nam niestety się to nie udało, ponieważ nie zostaliśmy wpuszczeni do środka.

Wokół zamku rozciąga się rezerwat przyrody „Góra Zborów”, słynący z wielu pięknych form krasowych i jaskiń. Niestety z powodu warunków pogodowych nie mogliśmy wspiąć się na skałki, ani nie zobaczyliśmy jaskiń przypominających skamieniałe miasto. Ale będzie na to jeszcze niejedna okazja. Natomiast mogliśmy przyjrzeć się kilku formacjom skalnym i pobawić się w odgadywanie kształtów.

Kolejnym spontanicznym miejscem, w którym się zatrzymaliśmy, były ruiny kościoła w Żarkach i wzgórze Laskowiec, stanowiące Jurajskie Stanowisko Paralotniowe. Kościółek (albo jego pozostałości) pozbawiony był dachu, ale murowane ściany wyglądały ciekawie. Interesujący jest fakt, że raz do roku odprawiana jest tam Msza, na którą przybywają tłumy mieszkańców z okolicznych miejscowości.

Trochę wiało, a usiąść na ławkach się nie dało, bo zasypane były śniegiem, więc mój Paparazzi pstryknął kila ujęć rozciągającym się przed nami widokom i udaliśmy się w dalszą trasę.

Ostatnim przystankiem podróży był Olsztyn. Znajdują się tam ruiny zamku, którego będąc w okolicy, żal byłoby nie zobaczyć.

Nie trudno było znaleźć poszukiwaną przez nas budowlę, ponieważ widać ją ze sporej odległości. Zaparkowaliśmy, więc mechanicznego rumaka, założyliśmy czapki i wdrapaliśmy się na sam szczyt zamku. Znajdując się na murach wydawało się, że temperatura spadła grubo poniżej zera, a pnąc się ku górze trzeba było uważać żeby nie spaść, ponieważ wiał silny wiatr. Jednak rozciągająca się przed nami panorama okolicznych miast rekompensowała zimowy klimat.

Słońce pięknie oświetlało ruiny, które wydawały się skąpane w bieli. A wokół zamku rozciąga się sporej wielkości polana, co umożliwia organizowanie różnych imprez plenerowych. Dlatego też do zamku nie prowadziła żadna konkretna droga, ale można było wdrapać się na górę najwygodniejszą ścieżką.

Po zajściu z zamku, poszliśmy coś zjeść. Na szczęście, tym razem udało nam się znaleźć restaurację-gospodę, w której podano ciepły posiłek.

Po drodze do naszej kwatery odkryliśmy, że w Ostrężniku znajdują się pozostałości po grodzie, w postaci jednej murowanej ściany znajdującej się na skale w lesie. Obejrzeliśmy ją z pewnej odległości, po czym stwierdziliśmy, że rozleglejsze ruiny i zamki są o wiele ciekawsze, a parę kamieni na wzgórzu nie posiada, ani specyficznego klimatu ani specjalnego uroku. Dlatego pojechaliśmy dalej.

Podsumowując: Pomimo tego, że zrobiliśmy wiele kilometrów, udało nam się zobaczyć kolejne punkty Szlaku Orlich Gniazd, który mamy zamiar pokonać w całości. To był słoneczny i bardzo przyjemny dzień 🙂

Dodaj komentarz