Kotowice, Bobolice, Mirów

22.03.2013

W teorii minęła już zima i nastała kalendarzowa wiosna. Dlatego ustaliliśmy, że pierwszy weekend wiosny, będzie idealnym terminem na kilkudniowy wypad. Spakowaliśmy się i stwierdziliśmy, że czas rozpocząć przygodę. Obraliśmy kurs na północną część Szlaku Orlich Gniazd, czyli na Jurę Krakowsko-Częstochowską. 

Lubimy zwiedzać, a ruiny zamków zawsze stanowiły pociągający element tajemniczej przeszłości, ponieważ mają urok i specyficzny klimat, który trudno opisać. Dlatego chcieliśmy zobaczyć ich jak najwięcej.

Zatrzymaliśmy się w Kotowicach. To mała miejscowość znajdująca się jakieś 30 km od Siewierza, w województwie śląskim. Na miejscu rozciągał się przed nami krajobraz pełen koloru białego. Gdzie nie spojrzeć tam śnieg, a temperatura zachęcała do ubrania ciepłej kurtki, czapki, szalika i puchatych rękawiczek, stanowiących nieodzowny element zimowych wędrówek. Wynajęliśmy pokój i postanowiliśmy rozpocząć zwiedzanie.

Pierwszym miejscem, w które się wybraliśmy były Bobolice. Mieści się tam XIV-wieczny zamek zbudowany przez Kazimierza Wielkiego. Jeszcze kilka lat temu budowla była całkowitą ruiną, ponieważ po wojnie mury zostały częściowo rozebrane i posłużyły do budowy drogi. Obecnie zamek wygląda pięknie, ponieważ poddano go renowacji. Jednak porównując obecne zdjęcia i te sprzed kilku lat, można dojść do wniosku, że zamek opierając się na pozostałości murów, został zbudowany od podstaw. Klimat tajemniczości prysł, ale wciąż rozciągał się przed nami zadbany zamek. Programista przygotował sprzęt, rozgrzał palce i zabrał się za robienie zdjęć. Przecież wszystko trzeba uwiecznić z każdej strony.

Zamek był zamknięty na siedem spustów, ale zobaczyliśmy bardzo ładną budowlę wtopioną w zimowy krajobraz.

Następnym etapem wędrówki były ruiny zamku w Mirowie, leżące 1,5 km od zamku w Bobolicach. Początkowo zamek tworzyła kamienna strażnica, podlegająca pod zamek Bobolice i wchodziła w skład systemu obronnego, obecnie znanego jako „Orle Gniazdo”. Następnie warownia miała wielu właścicieli, którzy wciąż ją rozbudowywali, ale popadła w ruinę. Obecnie prowadzone są prace restauracyjne, starające się przywrócić zamkowi dawną świetność. Z tego co nam wiadomo, ruiny w przyszłości mają zostać udostępnione turystom do zwiedzania, o ile wcześniej nie zostaną doszczętnie zniszczone przez wandali.

Wieczorem wybraliśmy się na obiad i spotkała nas niemiła niespodzianka. Objechaliśmy okolicę w poszukiwaniu jakiejś pizzerii / restauracji i nic nie znaleźliśmy. Poszerzyliśmy teren poszukiwań, robiąc przy tym chyba z 10 km i znaleźliśmy 3 obiekty gastronomiczne, ale wszystkie były nieczynne. Co jest grane? Lokale znajdowały się przy głównej drodze, a w środku ciemno i zimno. Piątek wieczór i nie ma możliwości zjeść na mieście. Rozumiem, że w okresie jesienno-zimowym turystyka jest nikła, ale mieszkańcy czasem chyba chcą gdzieś wyjść coś zjeść. Bardzo się rozczarowaliśmy i musieliśmy improwizować.

Rada na przyszłość: Gdziekolwiek się nie wybierzemy, zabierać jakieś dania instant, bo nigdy nic nie wiadomo.

Podsumowując: To był chłodny, ale bardzo przyjemny dzień. Rozpoczęliśmy zwiedzanie Szlaku Orlich Gniazd i wynieśliśmy naukę, że nie wszędzie, gdzie jest cywilizacja można zjeść na mieście.

Dodaj komentarz