Książ (Wałbrzych)

02.11.2012

Wyspani i zadowoleni postanowiliśmy poświęcić dzień na zwiedzanie zamku Książ. Wyczytaliśmy, że znajduje się w nim ogromny, pięknie odnowiony, kolorowy zamek, a zagłębiając się w barwny, jesienny las można dotrzeć do ruin Starego Zamku, więc tym bardziej zechcieliśmy się tam wybrać. 
Na parkingu spotkaliśmy bardzo miłych mężczyzn, z którymi w bardzo ugodowy sposób doszliśmy do porozumienia w sprawie ceny za postój. Dodatkowo panowie byli na tyle mili, że wskazali nam (a dokładnie memu Programiście) jak dojść do ruin i się nie zgubić.

Jednakże najpierw poszliśmy zwiedzić zamek. Przewodnik do szczęścia nam nie jest potrzebny, bo wolimy wyznaczać własne trasy i dobrze się przy tym bawić. Dlatego też po zakupie biletów obraliśmy własną strategię zwiedzania, która jest bardzo prosta… zajrzeć do każdej możliwej komnaty i zrobić przy tym jak najwięcej zdjęć.

Z zewnątrz zamek robi wrażenie, jest zadbany i stanowi ogromny relikt przeszłości. W końcu powstał w XIII wieku za panowania księcia Bolka I Surowego, i ma bujną historię, której nie będziemy opisywać. Istotne jest to, że po wojnie został przebudowany i odrestaurowany. Co nieco o historii zamku można znaleźć tutaj.

Wnętrze zamku prezentuje się bardzo bogato. Pomieszczenia są zadbane, gustownie urządzone i znajduje się w nich sporo przedmiotów należących do byłych właścicieli. Jednak odgrodzone są od zwiedzających sznurem, tak że nie można, ani posiedzieć na żadnym fotelu, ani pograć na fortepianie… szkoda.

Za to komnaty mają bardzo ciekawe nazwy. Można znaleźć apartamenty książęce, salę gier, salę balową – małą i dużą, komnatę chińską, barokową i można by tak jeszcze długo wymieniać, ale moim faworytem jest sala biała, która niegdyś nazywana była salą czerwoną, a pomalowana i urządzona jest w kolorze groszkowym. I jak tu się nie pogubić?

Niektóre pomieszczenia przetworzone zostały na sklep z antykami lub pamiątkami, salę kinową, a w niektórych nie wiadomo co się znajduje, gdyż były zamknięte. Znaleźliśmy również ściankę życzeń, czyli odsłonięty fragment góry, ukazujący ścianę skalną, gdyż zamek został wzniesiony na wzgórzu. I co najfajniejsze, należało pomyśleć życzenie i dotknąć ściany, po czym z głośników usłyszało się delikatną muzykę, oświadczającą, że życzenie zostanie spełnione. Tylko… czujnik ruchu nie działa na wszystkich, a na pewno na mnie. Podeszłam i nie stało się nic, podeszłam drugi raz, to samo… Przypuszczam, że życzenie mogło być zbyt skomplikowane, bo co innego?

Zamek jest warty odwiedzenia, jednak nie zostaliśmy wpuszczeni do ogrodów, które są czynne do 31 października… Cóż, takie nasze szczęście, że spóźniliśmy się 2 dni. Ale podobno najpiękniej kwitną w maju, więc i tak niewiele byśmy zobaczyli.

Opuściliśmy zamek i skierowaliśmy nasze kroki w stronę lasu. Słonko wesoło świeciło nad naszymi głowami, oświetlając swymi promieniami kolorowy las. Liście szeleściły pod nogami, więc czego można chcieć więcej? Tak idąc i chłonąc świeże powietrze oraz piękno jesiennego krajobrazu, doszliśmy do punktu widokowego, z którego rozciągał się widok na zamek. Jakby drzewa miały gęste liście, to niewiele byłoby widać, a tak, rozciągał się przed nami zamek Książ w całej swej okazałości. Zrobiliśmy, więc kilka zdjęć i powędrowaliśmy dalej.

Mieliśmy podążać krętą ścieżką, lecz my, postanowiliśmy iść własną drogą i wybraliśmy najbardziej stromą wersję istniejącej ścieżki. Bo po co nadrabiać kilometrów jak można wspiąć się w linii prostej? Można także wspiąć się pod górkę, pomylić kierunki (nie przeze mnie!), zejść w dół, po czym wrócić i wspinać się dalej w górę. Przyznaje, że wędrówka przez las była rewelacyjna! Tak, więc po dłuższej przeprawie, której towarzyszył szum rzeki, szelest liści i śpiew ptaków, dotarliśmy do ruin Starego Zamku. O dziwo wokół nie było żadnej żywej duszy, co sprawiło, że miejsce stało się jeszcze bardziej urokliwe.

Po jakimś czasie, zrobieniu ruinom mnóstwa zdjęć z każdej strony i zajrzeniu do każdej możliwej dziury, postanowiliśmy wracać. Droga była prosta… idziemy w dół, częściowo wyznaczoną ścieżką, a częściowo po swojemu i takim oto sposobem, po jakimś czasie (jakimś, bo szczęśliwi czasu nie liczą) dotarliśmy z powrotem na parking.

Podsumowując: Dzień był piękny! Zamczysko zwiedziliśmy, zdjęcia porobiliśmy i odbyliśmy bardzo dłuuugi i zróżnicowany trudnością spacer po lesie w poszukiwaniu ruin, które nas nie zawiodły, a pod wieczór poszliśmy na obiecaną pizzę 🙂

Dodaj komentarz