Węgry – Esztregom, Komarom, Velky Meder

11.08.2012

Pożegnaliśmy się z uroczym miasteczkiem i wspomnieniami nocnego zwiedzania, spakowaliśmy rzeczy i ruszyliśmy w dalszą trasę. Pierwszym przystankiem był Esztregom (w języku polskim: Ostrzyhom), gdzie nad murami miasta góruje potężna, wręcz monumentalna bazylika. Po węgiersku nazywa się ją: Nagyboldogasszony és Szent Adalbert Prímási Főszékesegyház. Świątynia stanowi centrum życia katolickiego na Węgrzech i jest piątą bazyliką na świecie pod względem wielkości. 

Budowla wygląda niesamowicie, a najlepsze jest to, że stoi w sąsiedztwie zamku i jego murów obronnych. Oba te budynki dziwnie do siebie pasują i komponują się w całość. Dookoła bazyliki, która ma 100 metrów wysokości, 118 metrów długości i 49 metrów szerokości, a człowiek w jej towarzystwie wygląda jak mrówka, stoją porozmieszczane budynki. Stwierdziliśmy, że to musi być ogromne probostwo, plebania z zakrystią i szkoła przykościelna i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że budynki są tak duże, że mogłyby pomieścić małe miasteczko.

W Esztregomie wdrapaliśmy się też na sporej wielkości górę, na której stała samotna kaplica i z której rozciągał się ładny widok na bazylikę, zamek i całe miasteczko.

Niebo się odrobinę zachmurzyło, więc wzięliśmy to za znak, że już dosyć zwiedzania bazyliki i jeśli nie chcemy zmoknąć, powinniśmy czym prędzej ruszać w stronę nieśmiało wyglądającego zza chmur słońca.

Gdzie się nie ruszyliśmy, tam towarzyszyły nam napisy „eladó” i „kiadó”, czyli „na sprzedaż” i „do wynajmu”. Niezależnie od tego czy były to domy mieszkalne, budynki biurowe, lokale, samochody czy winnice, większość kraju wystawiona jest na sprzedaż. Czyżby mieszkańcom znudziło się życie w małych miasteczkach i wioskach, a może migrują za pracą i karierą do dużych miast?

Kolejnym przystankiem naszej podróży było miasto, które Dunaj dzieli na dwie części. Na lewym brzegu leży słowackie Komárno, a na prawym węgierskie Komárom. Słyszeliśmy z opowiadań, że jest to malownicze miasteczko. Wyczytałam również, że znajduje się w nim twierdza fortyfikacyjna, która stanowi system obronny od czasów rzymskich. Jednak twierdzy nie znaleźliśmy. Trudno. Pojechaliśmy na stare miasto po stronie słowackiej, gdzie zrobiliśmy dużo kolorowych fotografii. Jednak na tym skończyło się nasze zwiedzanie, bo żadnych więcej atrakcji turystycznych nie dostrzegliśmy.

Będąc na Słowacji postanowiliśmy urozmaicić sobie podróż i zatrzymaliśmy się na nocleg w Velkym Mederze. Po węgiersku nazwa miasteczka brzmi: Nagy Magyar, a po polsku to: Duży Węgier, ale ochrzciliśmy go mianem „Nagi Węgier”, co zdecydowanie lepiej brzmi. Miasteczko znane jest z tego, że mieszczą się w nim rozległe baseny termalne, co przyciąga wielu ludzi. Natomiast oprócz basenów nie ma w nim niczego ciekawego.

Wieczorem zjedliśmy obiadokolację, zrobiliśmy obchód po okolicy i uraczyliśmy się śliwkami zerwanymi prosto z drzewa.

Podsumowując: Przejechaliśmy jakieś 130 km, podczas jazdy kierując się intuicją i niedokładnie sprecyzowanymi punktami na mapie. Ważne jednak, że dojechaliśmy tam, gdzie chcieliśmy, podejmując decyzję o noclegu w sposób bardzo spontaniczny 🙂

Dodaj komentarz